(Tekst z cyklu „królewskiego”. Jeden z pierwszych moich tekstów – drukowany zresztą w 2000 roku w 7 i 8 n. w periodyku „Czwarty Wymiar”; w skali ludzkiego życia również „dawno, dawno temu… Został nieco uzupełniony).

Muzeum w Sobótce. Magna Mater. Fot. własna
Wenus z Dolnych Vestonic na Morawach. Za: J. Gąssowski, Prahistoria sztuki, s. 41

Będzie to opowieść o najstarszych królach i naprawdę można by zacząć „dawno, dawno temu…. zaś z pomroków „dawnego” wyłaniają się niewyraźne sylwetki pierwszych królów – „Świętych Królów”. Będzie to też opowieść stanowiąca zapewne smakowity kąsek dla feministek – albowiem jak się wydaje, pierwsi królowie swą władzę otrzymywali z rąk kobiet.

Ale po kolei. Otóż w czasach ok. 10-8 tys. lat p.n.e. dokonała się rzecz niezwykła i mająca znaczące konsekwencje dla dziejów ludzkości: nastąpił przełom, który badacze nazywają „rewolucją neolityczną”; mówiąc w skrócie: nasi przodkowie zamiast wędrówek śladami zwierzyny wybrali osiadły tryb życia i poczęli budować pierwsze osady, zajmować się uprawą roli i hodowlą. Nie było to takie oczywiste i zapewne, choć mówi się o tym rewolucja, trwało wiele, wiele lat [tekst napisany został na długo przed odkryciem Gobekli Tepe, które nieco wywraca wygodną chronologię].

Jednym z miejsc, gdzie najwcześniej ten dramat się rozegrał, była kraina Anatolii, czyli tereny dzisiejszej Turcji, tam odnajduje się najstarsze ludzkie osady i miasta, tam też kwitł kult Wielkiej Bogini. W każdym razie można sobie łatwo wyobrazić, że właśnie kobieta jako ta, która zostawała w domostwie, strzegąc ognia, doglądając skromnego dobytku i dbając o dzieci, stała się patronką i symbolem nowych czasów – choć, rzecz jasna, rzeźby kobiet, często o obfitych kształtach, zwane Wenus z epoki lodowcowej, pochodzące nawet sprzed dwudziestu tysięcy lat znajdowane są od Syberii po tereny Półwyspu Iberyjskiego, co wskazuje na wysoką rangę kobiecości.

Znalazło to oczywiście swoje odbicie w mitach. Teraz ziemia – Matka, Gaja – która dawała plony, a więc i życie wspólnocie ludzkiej, stała się obiektem religijnej czci, a kultem ziemi, ognia, księżyca zajmowały się kobiety. I to właśnie w kulturach agrarnych wykształciła się niezwykła i przez tysiące lat trwająca, choć w coraz to innych formach, wiara w sakralną „królewskość”, tam też szukać nam trzeba pierwszych jej śladów. Wielka Bogini dzierżyła władzę nad światem, a jej służebnicami były kapłanki, przekształcał się mit i kult… W sposób naturalny wspólnota związana w ziemskim planie z uprawą roli powołała mityczne kreacje noszące znamiona personifikacji sił rodzącej Natury w aspekcie roślinnym (pożywieniem głównym stało się zboże, nie upolowane zwierzę i zebrane owoce, jak w kulturach myśliwsko-zbierackich; choć to oczywiście tylko porządkowanie, procesy przemian trwały bardzo długo, a też dziś znajdziemy ludy żyjące w dużej części z polowania).

Być może Kobieta jako „karmiąca zwierzęta” lub tzw. „pani zwierząt” nie znikła wraz ze zmianą sposobu pozyskiwania głównego pożywienia, o czym świadczy np. niniejsza pieczęć. Chania, Kreta, ok. połowa II tys. p.n.e. Z: N. Marinatos, The Goddes and the Warrior, s. 115

Naturę postrzegano w formie cykli – przyroda rozkwita, rodzi, potem zamiera i znów od nowa, w wielkim seansie wiecznych powrotów. Bogini mająca wiele imion w zależności od tradycji kulturowej – Izyda, Kybele czy Anat – poprzez małżeński związek z boskim partnerem stała na straży porządku rzeczy, życia, śmierci i odradzania. Małżonkami bogiń byli znani zapewne Adonis, Attis, Dumuzi (rozsławieni przez prace tej miary religioznawców, co Frazer czy Eliade). Byli obrazem przyrody i jak ona umierali, by w odpowiednim czasie powrócić. I jak działo się w planie wyższym, boskim, tak musiało się dziać w porządku ziemskim, mającym go naśladować. Ziemskimi namiestniczkami Wielkiej Bogini były sprawujące jej kult kapłanki. Poprzez zawarcie świętego małżeństwa z wybrańcem czyniły zeń namiestnika męża Bogini. To właśnie on był Świętym Królem.

Takie są początki królewskiej władzy, wpisane w kult Bogini, w kontekst sakralny i w mitologię związaną z Kobietą. To zabrzmi kontrowersyjnie, może zgoła niewiarygodnie, ale wiele, jeśli nie wszystkie istotne symbole, które przywykliśmy łączyć z władzą króla, mają tamtą, archaiczną genezę. Wydaje się, że nie ma bardziej „męskiej” symboliki niż symbolika królewska, a jednak…To czas, zmiany w systemie społecznym i religijnym zatarły piętno pierwotnego sensu. Samo pojęcie świętości osoby króla, tak żywe w naszym dziedzictwie, stamtąd się wywodzi, podobnie jak wzorzec królewskich insygniów czy atrybutowych „zwierząt królewskich” (widoczny jeszcze w herbach szlacheckich). Niezwykłe, że nawet taki atrybut władzy królewskiej jak tron, pojawia się pierwotnie w towarzystwie Bogini! Słynne są przecież wizerunki Bogiń, o obfitych kształtach, siedzących na tronie, u stóp których warują lwy lub pantery.

Za: M.Popko, Wierzenia ludów starożytnej Azji Mniejszej, wkładka. 7-6 tys. p.n.e. Catal Hujuk. Tzw. Bogini na tronie flankowana przez-lamparty

Także korona, ten „koronny” znak królewskości można wpisać w kontekst Bogini, choć przyznać trzeba, że sprawa jest nieco trudniejsza. Otóż najpierwotniejszym jej odpowiednikiem i jakby prawzorem wyrażającym podobne znaczenia mogły być rogi byka, a symbol to złożony: o wartości byka jako symbolu żywotności jeszcze powiem. Teraz tylko powiedzmy, że na terenach ojczystych (matczystych?) Bogini, w Anatolii, archeolodzy niejeden raz odkrywali domostwa, nad wejściem których widniał symbol rogów, a towarzyszyły im postaci kobiece. Spotyka się też wizerunki kobiecych postaci z małymi różkami na głowie. Wielokrotnie opisano związek rogów z symboliką lunarną – rzeczywiście, znajdując się w określonej kwadrze, nasz satelita staje się „rogatym” księżycem, a przecież wiadomo, że kulty Bogini posługiwały się i obrazem związanych z płodnością zwierząt, i symboliką księżyca. Naszym przodkom, by dostrzec rzekomy związek, wystarczała analogia kształtu… chociaż na tym nie koniec – róg zwierzęcia to także najstarszy prototyp wszystkich późniejszych „rogów obfitości”. Za wzorcowy uznać można ten z zachowanego przez tysiące lat wizerunku słynnej „Wenus” z epoki kamiennej: kobieta o obfitych kształtach trzyma w podniesionej ręce róg. Wszak sama Bogini i jej ziemskie przedstawicielki uosabiała s o b ą obfitość: rodząc „obfitowały” w dzieci, karmiąc – w mleko, były prefiguracją dającej plony Ziemi.

Ale powiada się też, że korona to obraz promieni słonecznych. Symbol promieni to, m.in. obraz mówiący o szczególnych cechach, np. o świętości, jak w wypadku aureoli. Czy dlatego ozdabiano królewskie korony szlachetnymi kamieniami rzucającymi przecudne blaski?

Powiada się również, że jabłko królewskie, jako że doskonałego kształtu – okrągłe, zatem symbolizujące całość – oznacza całkowitość królewskiego panowania. Nasi chrześcijańscy królowie dodatkowo uzupełniali ten archetypowy przedmiot krzyżem weń wetkniętym. Wcześniej jabłko także obdarzano znaczeniem władzy, ale działo się to na mocy innego przecież kontekstu. Jabłko było znakiem władzy Świętego Króla, gdyż to właśnie ten owoc był wręczany temu, na kogo padł wybór namiestniczki Bogini! Ale dlaczego jabłko? Bo było symbolem płodności. Owoce wszak wieńczyły cały cykl płodności Natury, podobnie jak rośliny ziarniste, takie jak gorczyca lub makówka, także symbole Bogini. Niejednokrotnie spotkamy na starych płaskorzeźbach postać kobiety trzymającej makówkę albo gałązkę papirusu, lotosu czy lilii. Ta symbolika, która utraciła już związki z formacją kulturową, która ją wydała, przedostała się jednak nawet do naszych baśni – czy pamiętamy np. baśń braci Grimm, w której królewna wybiera męża (a już niecodzienne jest to, że właśnie o n a wybiera), wręczając ukochanemu – stojącemu w szeregu kandydatów – jabłko?

Odrys wspomnianej w tekście postaci z „rogiem obfitości” (tzw. Wenus z Laussel, Francja). Zbiory prywatne

Wybrany Święty Król, wpisany w religię Bogini, Matki, płodności, skupiał w sobie siły sacrum – przez cały rok cieszył się czcią, ale gdy ziemia obumierała i gdy do podziemnego świata schodził oblubieniec Bogini, i on musiał odejść. Tak więc wraz z cyklami natury, odbywał się cykl ceremonii, których kulminacją było uroczyste złożenie króla w ofierze. To może przerażać, ale wierzono, że tylko tak strzeże się odwiecznego Porządku. Król umierał, by żyć mogła wspólnota, by ziemia znowu poczęła, tak jak począć miała w świecie ludzi poślubiona mu kapłanka. Świętego Króla wpierw biczowano – co nie bez znaczenia – witkami wierzby, która była jednym ze świętych drzew Bogini. Rytuału dokonywano w dniu magicznym, dniu równonocy. Krwią króla skrapiano drzewa, rośliny, ziemię orną. Ofiary dokonywano zapewne rytualnym narzędziem, jakim był np. labrys – topór o podwójnym ostrzu albo nóż z obsydianowym ostrzem. Formy rytuału, rzecz jasna, zmieniały się, np. w Grecji aktu zabicia króla dokonać miała nie kapłanka, lecz potencjalny następca. Doprawdy o Świętym Królu można powiedzieć tak wiele, że nie starczyłoby tu miejsca… I naprawdę nie wiadomo, czy rzeczona ofiarna kwestia była jedynie ideą, czy też rzeczywiście składano ofiarę. A że ofiary z ludzi składano – wiadomo choćby ze słynnych królewskich grobów z Ur, gdzie pochowano króla wraz z całym orszakiem, sługami, końmi, kobietami…

Znak labrysu na murze, Malia, Kreta. Fot. własna

Ale pójdźmy śladem labrysu, który jest charakterystyczny dla kultur anatolijskich i kultu Świętego Króla, i wiele lat potem począł widnieć na freskach Krety. A że nie jest to analogia odosobniona, można powiedzieć, że Kreta, a potem Grecja wiele zawdzięcza tamtej kulturze z Anatolii. Nie bez znaczenia jest zatem to, że Kreta jest miejscem, gdzie do dziś dnia dokonuje się ofiary z byka. Jak się ma ofiara ze Świętego Króla do ofiary z byka? Otóż i dochodzimy do wątku królewskich zwierząt.

Nieomal zrośnięte z mitologią bliższą naszych czasów zwierzęta, jak orzeł, byk lub lew, których wizerunki często spotykamy jeszcze i dziś na płaskorzeźbach gotyckich katedr albo w godłach miast, przywykliśmy traktować jako alegoryczne przedstawienia królów, herosów, rycerzy – mężczyzn. Ale ostrożnie! To zwierzęta-symbole nieobce mitom Bogini! Choćby na zamieszczonym odrysie starej, syryjskiej steli…

Wracając do ofiar z byka: gdy wreszcie zaprzestano praktykować „wprost” składania ofiar z ludzi, jak to zwykle bywa, poszukano ofiary zastępczej, a było nim zwierzę obdarzane mirem, wpisane w mit. Tak więc sądzić należy, że tam, gdzie uroczyście składa się w ofierze byka czy konia, tam niegdyś składano ofiarę ze Świętego Króla. W Indiach jeszcze niedawno odprawiano wielki rytuał – królewską ofiarę z konia.

Stela wotywna syryjska. Za: G. Baudler, Bóg i kobieta, s. 152

Na Krecie w zwyczaju były dziwne igrzyska, których bohaterem był właśnie byk. Na plac wypuszczano jedno lub więcej zwierząt, zaś młodzieńcy i dziewczęta, na oczach widowni, w niezwykłym i groźnym pojedynku, zadziwiając zręcznością, robili uniki i skoki przez grzbiet zwierzęcia. Ale właściwie skąd wziął się ten zwyczaj i jak można go wytłumaczyć? Wielu badaczy uważa, że byk z dawien dawna ucieleśniał nieokiełznane siły Natury (podobnie jak ogier, lew, lampart), a poskromić tę Bestię, mógł tylko ktoś, kto władał nad dzikimi mocami świata – Bogini! W myśl tej eksplikacji ceremoniał na Krecie upamiętniał właśnie tę walkę Bogini i Dzikości.

Znamy oczywiście kreteńskie opowieść, np. o Minotaurze, czy królu Minosie. Co ważne: często błędnie uważa się, że Minos to imię własne określonego króla Krety, tymczasem był to tytuł, podobnie jak np. faraon w Egipcie. Więcej – wielu badaczy twierdzi, że kreteńscy minosi nosili wyraźne cechy Królów-Kapłanów, których ojczyzną była Anatolia, znowu Anatolia!

A mit o Minotaurze – któż może wiedzieć co właściwie znaczy legenda o półczłowieku i półbyku, kryjącym się w Labiryncie, gdzie na pewną śmierć posyłano dlań wciąż nowych młodych ludzi z Grecji? Wiemy, że dopiero dzielny Tezeusz zabił potwora, a wydostał się z Labiryntu dzięki kłębkowi nici podarowanemu przez Ariadnę, królewską córkę (którą zresztą nasz bohater szybko, gdy osiągnął cel, porzucił, ponoć na życzenie boga Dionizosa). Nie czas na dokładną analizę, ale zapewne pobrzmiewa tu echo wierzeń związanych z Boginią – z tym, że będących już w schyłkowej fazie, gdy związki Bogini z jej zwierzęciem – bykiem postrzegano jako potworne, zaś Tezeusz uosabiał siłę zwycięskich, indoaryjskich ustanowicieli nowych porządków społecznych i – co za tym idzie – wierzeń mitycznych. Ariadna zaś, dodajmy rzecz mało znaną, a wielce znaczącą, była w kultach śródziemnomorskich bohaterką misteriów, zupełnie tak samo jak Inanna, Izyda, Anat, Kybele. Innymi słowy, była czczona jak bogini.

Oprócz byka zwierzęciem-symbolem wyrażającym siły dzikiej Natury był lew czy pantera. I właśnie dlatego częste są ikonografie (reliefy, rzeźby, freski) przedstawiające postać kobiecą stojącą na takim właśnie zwierzęciu. Jak nietrudno zgadnąć postać kobieca to Bogini (w różnych przebraniach, czasem Izyda, czasem Ariadna). Często w rękach trzyma rośliny, co w sposób oczywisty potwierdza związki z kultami płodności; czasem węża lub inny symbol. Czasem na ramieniu siedzi jej ptak, orzeł, sowa, sęp.

Karmiąca Bogini z wężami i ptakiem na głowie. Kartka pocztowa, zbiory własne

Innym zwierzęciem Bogini i jej namiestniczek był wąż. Pierwotnie zwierzę to otaczano czcią ze względu na swój bliski, fizyczny przecież kontakt z ziemią-Matką, uważano, że zna wszystkie sekrety Nieba i Ziemi, wybrano na znak kultów płodności (długo myślano, że to wąż jest sprawcą zapłodnienia kobiet!). I znowu nieprzypadkowo m.in. na Krecie podziwiać można statuetki kapłanek trzymających we wzniesionych dłoniach węże.

Fakt, że Herakles, grecki heros siłą zamierza zabrać jabłka Hesperydom strzegącym świętego Drzewa, świadczy o stopniowej erozji prastarego wątku. Mężczyzna już nie czeka, aż zostanie „wybrany”, obdarowany cudownym owocem, lecz go kradnie. Fot. z: R. Graves, Mity greckie, wkładka

Gdy przypatrzeć się co stało się z pradawnymi symbolami Bogini-kapłanki-kobiety, takimi jak np. święte jabłko, tron Bogini, znak węża – to mniej dziwią konstatacje feministek o deprecjacji kobiety. I stało się tak, że wszystkie atrybuty Bogini zmieniły swe znaczenia na odwrotne albo zostały wpisane w nowy męski, dominujący światopogląd. Któż dziś domyśli się w królewskim jabłku archaicznego znaku Bogini? My raczej pamiętamy, że jabłkiem Ewa kusi Adama do grzechu… Jakkolwiek zabrzmi to szokująco, można iść o zakład, że pierwotne znaczenie tej sceny było całkiem inne i mogło oznaczać symboliczne wybranie na Świętego Króla!

Czasami rozprawa z Boginią szła tak daleko, że lokalnym bóstwom zmieniano płeć – i tak kanaanejska bogini płodności Belili stała się Belialem, wszetecznym demonem w późniejszej tradycji hebrajskiej i chrześcijańskiej! Jak się zdaje, wiele wcześniejszych bogiń, wcieleń Wielkiej Bogini spadło do rangi patronek miast. Co prawda tej właśnie roli nie wybrano przypadkiem – wiemy już, że kobiety bardzo przyczyniły się do powstania pierwszych miast; nic przeto dziwnego, że swej Bogini nadały przydomek budowniczej miast. To w Jej imieniu kapłanki zakreślały święty krąg, który miał obejmować przyszłe miasto. Dodajmy na marginesie, że proces archaicznej urbanizacji nie rozwijał się po linii prostej; już w połowie trzeciego tysiąclecia, gdy wyroiły się Indoeuropejskie ludy pasterskie o patriarchalnej strukturze społecznej, mieszkające w szałasach, a nie w domach, jeden z ich bogów, Indra, otrzymał przydomek o znaczeniu odwrotnym do przydomku Bogini: burzyciel miast.

Ponieważ Grecja jest najbliższa naszemu sercu zatrzymajmy się przy jej mitologii, by poszukać także tutaj śladów Bogini i Świętego Króla. W wielowarstwowych mitach można dokopać się i takich warstw, które noszą ich piętno. Opowiedzmy o historii Kadmosa, który był założycielem Teb. Pamiętamy może z podania o Remusie i Romulusie, mitycznych założycielach Rzymu, jak w miejscu wybranym zakreślili bruzdę radłem, by w uczynionym tak kręgu wznieść miasto. Radło i krąg. Jako się rzekło, to Bogini była najstarszą w historii ludzkiej patronką miasta, więc mimo męskiej obsady rytualnego gestu, radło i znak kręgu zdradzają archaiczne konotacje -i tak Kadmos, może Król-Kapłan, uczynił znak, że tu będzie miasto. Ale oto okazuje się, że – po pierwsze – władzę królewską odebrał z rąk postaci kobiecej: bogini Ateny. Atena – patronka miasta obdarzonego jej imieniem, złączona z symbolicznym ptakiem Wielkiej Bogini, sową, ale także bogini wojny i patronka herosów łączących w sobie wątki prastare i nowsze: z Tezeuszem, czy Odyseuszem…. Można być niemal pewnym, że Atena, zanim stała się córką Zeusa, była jednym z przejawów osobowych Wielkiej Bogini. Miała – co ciekawe i znaczące, zwłaszcza, gdy przypomnieć sobie dość karkołomną interpretację Freuda w epoce supermęskiej, czyli w XIX i XX w., że kobiety trapi „zazdrość o penisa” – urodzić się poprzez wyskoczenie z głowy Zeusa, bo wszak mężczyźni nie posiadają zdolności pozwalających rodzić nowe istoty wprost ze swego ciała, jak kobiety i pewnie zazdrościli tego kobietom i użyli substytucji łona kobiet, już to w formie głowy Zeusa jako macicy, już to nogi, jak w przypadku „urodzenia” Dionizosa albo obłudnie mówić o „łonie Abrahama” w tradycji żydowskiej… Od kiedy mężczyzna ma „łono”, trzeba by zapytać hebrajskich patriarchów.

Odrys sceny z epoki minojskiej, ok. połowy II tys. p.n.e. z Krety z: S. Evasdaughter (czyli „Córka Ewy”, pseudonim znaczący, jako że autorka napisała książkę nie his-toryczną, lecz her-storyczną; czyli nie o jego historii, ale o jej historii: Crete Reclaimed. A feminist exploration of bronze age Crete. Scena ukazuje Wielką Boginię, której cześć oddaje męski adorant u stóp Góry, flankowanej przez dwie lwice lub pantery (por. wyżej scena starsza o ok. 4 tys. lat z Catal Hujuk, przedstawiająca Boginię na tronie strzeżonym przez dwie lwice lub pantery

Po drugie – niewątpliwie nie jest przypadkiem, że Kadmos szukając miejsca na założenie miasta, by wybrać właściwie, szedł trop w trop za… krową i tam, gdzie ona się położyła, tam wyznaczył krąg, a przecież właśnie krowa była jednym z kluczowych przedstawień Bogini, o czym łatwo się przekonać, badając fenomen indyjskiego kultu świętej krowy [por. artykuł zamieszczony na blogu]. A po trzecie – również nieprzypadkowo tam, gdzie Kadmos chciał wznieść miasto, czaił się wielki smok-wąż strzegący wody. A więc znowu – symbol Bogini. Kadmos pokonał węża. Nowa mitologia wyparła starą. Śladem tej walki jest również opowieść o królu Aten Kranaosie, który zyskał władzę, gdy pokonał w pojedynku poprzednika – Kekropsa, a był to ni mniej ni więcej tylko człowiek-wąż. Gdy dodamy do tego opowieść o poprzedniku znanego z Iliady Priama, królu Laomedonie, który miał takie kłopoty z potwornym wężem, że musiał wezwać na pomoc samego Heraklesa – to wątki układają się w pewien czytelny wzór. I jak śladem po Świętym Królu jest kult byka, tak możemy być pewni, że jeśli gdzieś usłyszymy opowieść o złym smoku czy wężu, tam kiedyś władała Bogini.

Z innego powodu warto przypomnieć opowieść o królu Myken Agamemnonie, którego podstępnie pozbawiła życia wiarołomna żona Klitajmestra… Mało kto przy tym skłonny jest do interpretacji takiej, że w istocie nie było to zwykłe zabójstwo, lecz ofiara Świętego Króla! Wszak Agamemnon był królem, a na miejscu zbrodni odkopano obsydianowe ostrze, takie właśnie, jakim zadawano śmierć rytualnym ofiarom. Nawiasem mówiąc, rzadko też wspomina się, że Agamemnon nie cofnął się przed zabiciem w ofierze własnej (i Klitajmestry) córki – Ifigenii. A także, że był, podobnie jak Achilles, gwałcicielem; wszak obaj w homeryckiej wersji mitu o Troi pokłócili się o kobietę, zwaną elegancko „branką”. Czyli niewolnicą seksualną, jakie dziś porywają tzw. żołnierze Państwa Islamskiego… A do tego, wedle jednej z wersji greckiego dramatu miał przywieźć jako kolejną „brankę” samą Kasandrę, wieszczkę z Troi. I nikt go nie potępia. Klitajmestrę łatwiej potępić – była kobietą…

Plan Myken. Pocztówka. Zbiory prywatne
Tzw. Lwia Brama w Mykenach. Dwie lwice flankują kolumnę (por. wyżej scenę minojską, gdzie lwice flankowały wzgórek-kolumnę ze stojącą na nim Boginią). Fot. własna

Mówiliśmy już o fazie przejściowej, gdy Bogini i jej symbole schodziły z piedestału i świtało „nowe”. Zwróćmy teraz uwagę na zwyczaje lub obrzędy dziwne, ale dające się wytłumaczyć, gdy przyjmie się określoną perspektywę. Na przykład, czy nie warto zastanowić się, dlaczego w Egipcie faraon zwyczajowo zawsze musiał golić brodę (formą „sztucznej” brody była specyficzna maska władcy), dlaczego kapłani w wielu kultach nakładali do odprawiania obrzędów… kobiece stroje, dlaczego kapłani Kybele poddawani byli bolesnej operacji kastrowania? Czy to wszystko nie układa się w bardziej zrozumiały wzór, gdy przyjmiemy, że działo się, tak, by mniej boleśnie dokonać przejścia od zwyczajów, gdy kult sprawowały kobiety do fazy, gdy prym zaczęli wodzić mężczyźni, wypierając pierwiastek żeński, a jednocześnie posiłkując się nim i w kulcie, i w mitologiach? Czyżby mężczyźni, choćby symbolicznie chcieli upodobnić się do kobiet – prawowitych depozytariuszek Tajemnicy? Potwierdzenie tego domysłu stanowić mogą reliefy obrazujące ową wspomnianą fazę przejściową (zresztą Mykeny zapewne mogłyby służyć za przykład owej fazy, wciąż jeszcze pozycja kobiet była względnie wysoka, były kapłankami, etc.). Widzimy na nich króla odbierającego władzę z rąk Bogini lub kapłanki.

Tak jak odbierał ją Kadmos z rąk Ateny. To jakby powiedzieć: owszem, teraz mężczyźni władają, ale dzieje się tak na mocy pozwolenia Bogini. W Sumerze mówiono do boginie Inanny: Ty objęłaś pieczą pastorał, buławę i berło pasterstwa. Pastorał, buława, berło – to wszystko insygnia królestwa („pasterstwa”)! Ale okazuje się, że nad królewskimi insygniami pieczę ma Bogini.

Nie bez znaczenia może być i to, że w Egipcie symbolem władzy faraona był m.in. wąż, czy gałązka papirusu – oba atrybuty związane z Boginią i kultem urodzaju. To, że faraon jako persona pierwszoplanowa uczestniczył w uroczystościach związanych z siewem i żniwami. To, że w dniu koronacji powierzał się Ozyrysowi, ale i Minowi – staremu bogowi płodności, zaś obok innych rytualnych gestów czynił dziwną na pozór rzecz: ścinał sierpem snopek pszenicy i podawał go bykowi, co miało zapewnić mu płodność osobistą i urodzaj w kraju. Gdy się pamięta o wężu, roślinności, byku w czasach niepodzielnych rządów Bogini łatwiej dostrzec jakby przebitki starych wierzeń.

W Mezopotamii formą, w której przechowała się pamięć Świętego Króla, był pewien dość charakterystyczny zwyczaj. Otóż podczas obchodów Nowego Roku, po całej dramatycznej ceremonii, w której odgrywano zapadnięcie się – jak na początku – świata w Chaos i ponowne jego uratowanie, para królewska musiała dopełnić aktu seksualnego. I nie przypadkiem miejscem, gdzie ów akt się odbywał była specjalna sala w świątyni, czyli zikkuracie. W dodatku udekorowana zieloną roślinnością. Związki płodności z sacrum były więc wciąż żywe. Ale w Mezopotamii idea Świętego Króla nie miała już nic do wskórania, gdy zjawili się Asyryjczycy, co wyrażało się także w zmianie person ujmowanych w ikonografii – znane są płaskorzeźby, na których pewna postać stoi na lwie i trzyma w dłoniach roślinę. To wzorzec Bogini, ale… ta postać to mężczyzna. Tak oto dokonała się zmiana – stara forma, nowa treść.

Na koniec ślady Świętego Króla doprowadzą nas do Europy. Musimy bowiem wspomnieć, że w okresie wędrówek Indoeuropejczyków napierających na ziemie greckie, pewien lud attycki zwany Danaa, uciekając przed nimi, rozpoczął migrację na północ. Zwróćmy uwagę na nazwę, tam bowiem, gdzie dotarł ten lud tam zostawiał swe ślady – w mitach, wierzeniach, ale też w nazwach. Od niego to pochodzi nazwa znanego nam dobrze kraju: Dania, znajdujemy ją także w irlandzkich mitach, gdzie mowa o ludzie przybyszów zwanym Tuatha de Danaan. Dlaczego to takie istotne dla naszej opowieści o Bogini i jej „pomazańcu”, Świętym Królu? Dlatego, że lud ten przywiózł ze sobą wierzenia religijne i pewnie dlatego w rytuałach druidów celtyckich odnajdujemy echa śródziemnomorskich rytów związanych z Boginią i Świętym Królu. Ale to już inna historia.

Izyda i Ozyrys. Rzadki okaz rzeźby ukazujący boginię jako większą od boga. Za: S. Morenz, tłum. M. Szczudłowski, Bóg i człowiek w starożytnym Egipcie, W-wa 1972, wkładka barwna