Często zdarzało mi się namawiać Czytelników do przyglądania się nocnemu niebu, aby lepiej poznać proces tworzenia się mitów, jednak choć taka obserwacja jest pomocna, to sama w sobie nie wystarczy. Trzeba wielu lat dociekliwych badań, by ustalić, jak budowała się mitologia związana z nocnym niebem i jaki kierunek tu zachodził: czy opowieści mityczne „rzutowano w górę”,  poszukując form odpowiadających tym z opowieści np. plemiennych, czy odwrotnie – sytuacja na gwieździstym niebie inspirowała narracje, które mityczną sytuacją „ściągały” na ziemię. Prawdopodobnie oba procesy zachodziły równocześnie, nakładały się na siebie, przenikały…

Konstelacja Wielkiej Niedźwiedzicy. Fot. Pixabay

Jedno jest pewne: zanim uporządkowano system gwiezdny, tworząc odziedziczony przez nas Zodiak, ludzie interesowali się nocnym niebem z dawien dawna. Słońce i księżyc to najpewniej pierwsze obdarzone szczególnym znaczeniem ciała niebieskie, ponieważ najbardziej „czytelne”, można zatem zakładać, że najwcześniej zostały zaadaptowane do mitów. Potem zapewne zafascynowano się planetami oraz szczególnymi gwiazdami, na przykład najjaśniejszymi, a wkrótce zaczęto obserwować całe gromady gwiazd i porządkować je w kształty. Zresztą, przypomnijmy, że planety były dla starożytnych „błądzącymi gwiazdami”, a znali ich pięć plus słońce i księżyc (zatem razem siedem). Dlatego liczba ta jest magiczna w licznych kulturach świata.  

Wiadomo zapewne powszechnie, jak częste w Egipcie były związki mitu ze słońcem.  Słońce zarówno w cyklu dobowym, jak i rocznym widziano – rzecz oczywista – w różnych położeniach; i dlatego każdej fazie przyporządkowano inny znak lub postać, na przykład bóg Chepri w formie  skarabeusza lub raka symbolizował słońce wschodzące, a bóg Re słońce położone najwyżej na nieboskłonie, jego górowanie, zaś najważniejsze fazy wędrówki dopełniał bóg Atum uosabiający słońce zachodzące.

Także księżyc fascynował starożytnych. Jego „objawianie się” w kwadrach i związki z mitycznymi bóstwami np. Trójpostaciową Wielką Boginią w cyklu Dziewicy, dojrzałej Kobiety i stojącej na granicy życia i śmierci Staruchy są ogólnie znane i nie ma potrzeby ponownie do nich sięgać.

Przy czym charakterystyczny widok sierpa księżyca mógł stać się inspiracją, po pierwsze – do wykoncypowania analogii do rogów, z czego wynikły opowieści o niebiańskich opiekuńczych Krowach,  a po drugie ujrzano w nim podobieństwo do łuku. A należy pamiętać, co poszczególne istoty żywe lub wytworzone z nich przedmioty znaczyły dla ówczesnych ludzi; łuk wytwarzano oczywiście z drewna, ale używano również rogów zwierzęcych, ścięgien, etc. a jego najbardziej oczywistym przeznaczeniem było dostarczyć dwóch najniezbędniejszych rzeczy w życiu społeczeństw: pożywienia i poczucia bezpieczeństwa. To dlatego łuk obrósł w mity, stał się atrybutem rozmaitych bóstw, jak chociażby wieczna łowczyni związana z polowaniem w dziczy i jednocześnie z księżycem – Artemida, siostra boga Apolla.

Fascynujący księżyc… Fot. Pixabay

Jeśli chodzi o Słońce, to pominę najbardziej oczywiste i powszechnie rozpoznawalne symbole solarne, lecz przywołam mniej znane, mianowicie znak Raka. Pozwoli to powoli przejść do przedstawienia zasadniczych dla tematu spraw, czyli znaków ujętych w Zodiak, choć mających znacznie wcześniej mityczne konotacje.

Rys. za: K. M. Ciałowicz, Początki cywilizacji egipskiej, Warszawa-Kraków 1999

Otóż – o czym napomknęłam wyżej – Rak był najprawdopodobniej poprzednikiem Skarabeusza i we wczesnej fazie kultury egipskiej symbolizował Słońce. Zachowały się naczynia z quasi-zodiakalnym ujęciem Raka pośrodku innych rytów, w rzucie z góry, czyli w taki sposób, w jaki dużo później przedstawiano znaki zodiaku, czyli po prostu upostaciowione gromady gwiazd, przez które rzekomo (jak widzimy to z naszej, ludzkiej i ziemskiej perspektywy) przesuwa się kula słońca w rocznym cyklu, wschodząc regularnie w określonych znakach w ciągu roku. A ponieważ według Egipcjan słońce w środku lata wschodzi w znaku Raka, czyli wówczas, gdy jest po wylewie Nilu i kiedy nastaje okres żyzności, wykoncypowano związek Raka z płodnością.

Z kolei, jeśli chodzi o planety i ich mityczne nacechowanie, to bez ryzyka można uznać, że najwcześniej rozpoznano Wenus i Marsa, jako najbliższe i widoczne nawet gołym okiem.

Wenus jest zresztą powszechnie znana na całym globie, zapewne z racji jej jasności. W obszarze, który nas interesuje, czyli w Śródziemnomorzu – aż po Indie –z dawien dawna planeta ta była łączona z boginiami; na długo przed grecką Afrodytą i rzymską Wenus wiązano ją w Sumerze z boginią Inanną, potem z Isztar itd. A to znaczy, że kobiecość i planeta Wenus jako swoje odpowiedniczki miały się dobrze już ok. III tys. p.n.e. Gdy wypowiadamy słynną sentencję (bo tak już chyba można nazwać ową frazę) o kobietach z Wenus i mężczyznach z Marsa, warto pamiętać, że wpisujemy się w istniejący „od zarania” ciąg symbolicznych skojarzeń, które zawdzięczamy oddalonym w czasie przodkom, pionierom, bez których nasz język, nasza poezja dziedzicząca liczne związki frazeologiczne po mitycznych asocjacjach i w ogóle cały nasz system symboli mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

A skoro się rzekło… Mars „od zawsze”, to znaczy od czasów, z których pochodzą odczytane przez naukowców zapisy, był faktycznie planetą mężczyzn, a nawet supermężczyzn – mianowicie bogów wojny.  Był nim oczywiście grecki Ares, a znacznie wcześniej sumeryjski Nergal. W tym kontekście warto przyjrzeć się planecie albo chociaż przywołać znaną rzecz – otóż jej barwa wydaje się czerwona. Powiadamy wszak o „czerwonej planecie”, a czerwień skojarzano z krwią. Krew skojarzono z wojną. Wojnę z jej patronem – bogiem wojny. W wojnach uczestniczą mężczyźni. W wojnach leje się krew. Krew jest czerwona. Zabijanie znaczy śmierć. I tak dalej… Tak budował się ciąg skojarzeń i stąd wynikały opowieści kształtujące myślenie i odczucia ówczesnych ludzi, na czele z ich poetami tworzącymi określone i podzielane przez ogół związki znaczeniowe. W przypadku boga wojny Nergala myśl mityczna złączyła go jeszcze wprost z krainą śmierci, w przypadku Aresa nie jest to już oczywiste.

Ares. Fot. z Pixabay

Kolejna planeta – Jowisz, odpowiada bogu o tym samym imieniu w rzymskiej mitologii, a wcześniej ów bóg nazywał się Zeus u Greków, a np. w Babilonie Marduk. Innymi słowy, byli to najważniejsi bogowie, „szefowie” pozostałych, i były to – w odróżnienia od następnego Saturna – postacie dobroczynne dla swych wyznawców, pokonujące potwory etc.

A Saturn… cóż, jego „reputacja” była całkiem inna, mroczniejsza, choć nie po prostu odwrotna, raczej: bardziej złożona, ambiwalentna. Planeta odpowiadała greckiemu Kronosowi, niewykluczone, że przedgreckiemu bogu czczonemu np. na Krecie minojskiej (zatem potem nieco zohydzonego, gdy tworzono system bogów olimpijskich jakieś tysiąc lat później…). W Mezopotamii Saturn odpowiadał bratu boga śmierci, wspomnianemu wyżej Nergalowi – Ninurcie. Nie jest to postać jednoznaczna, ale na pewno nie jest „zła”; Saturna postrzegano po prostu jako dziwną, odległą planetę, najbardziej chyba tajemniczą, a bogowie wiązani czy to ze śmiercią, czy z Podziemiami – oraz z planetą Saturn – wykazują cechy herosów kulturowych, wiedzących o sekretach godnych tajemnych miejsc, inicjacji etc. A zatem nic dziwnego, że akurat Ninurta odzyskał porwane przez wielkiego Ptaka tabliczki przeznaczenia, stał się ich strażnikiem i sam dowiedział się wszystkiego, co z przeznaczeniem lub losem ziemi, ludzi i królestw związane… Saturn patronował zatem tajemniczym, niewiadomym sprawom, zakrytym przed oczami profanów.   

Równie interesującą planetą była dla starożytnych i „bardzo starożytnych” ludzi planeta dziś zwana Merkury. W Grecji był z nią związany bóg będące po trosze tzw. tricksterem, Hermes. Bóg – pośrednik, przedstawiany często w epoce klasycznej ze skrzydełkami przy sandałach, co wskazuje na jego funkcję „kuriera” pomiędzy światem ziemskim a niebiańskim.

Zresztą Hermes aż się prosi o poświęcony jedynie jemu artykuł, wielce to złożona postać. Na marginesie tylko pozwolę sobie na opinię, że – na co raczej rzadko, a raczej wcale zwraca się uwagę – że podobny jest do hebrajskich aniołów; wszak także pośredników przekazujących wieści z górnego świata i także przedstawianych ze skrzydłami (pomijając ich rozmiar i usytuowanie przy ciele).

Przed Merkurym i Hermesem bogiem łączonym z omawianą planetą był babiloński Nabu – bóg mądrości, który wraz z żoną Taszmetum był wynalazca pisma. Każdego roku owi bogowie ryli na tabliczkach decyzje bogów (por. sprawę tabliczek przeznaczenia). Nieco przypomina to egipskiego Thota, wynalazcę pisma i strażnika tradycji pisanej; co pozwala wysnuć domysł, że Nabu i Thot byli podobnej proweniencji, być może wspólnie wywodząc się z koncepcji specjalnego bóstwa łączonego z zapisem nie tylko zbanalizowanym dziś, w czasach powszechnej edukacji, zwykłych spraw, ale z zapisem pojmowanym metaforycznie, a nawet mistycznie – zapisem Przeznaczenia, zapisem czegoś „w gwiazdach”, jak jeszcze dziś niekiedy się mówi (że coś było temu czy owemu człowiekowi w „gwiazdach zapisane”, tj. przeznaczone z góry), spisywaniem uczynków na sądzie po śmierci… Innymi słowy, zapis, pismo, tekst miał swój sakralny wymiar, tajemniczy dla laików.  

Z czasem wykoncypowano system odpowiedniości, w którym każdej planecie podporządkowano nie tylko określonych bogów, ale też odpowiadające im kamienia szlachetne i kolory, choć to dość późny okres. Jak się wydaje najwcześniej takie rozwiązania wymyślano w Babilonii. W okresie nas interesującym możemy mieć do czynienia co najwyżej z rozproszonymi elementami tej układanki, które potem porządkowano w system.

A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że choć uformowanie „klasycznego” Zodiaku to dość późny etap, to na długo przedtem z jakichś przyczyn wybrane grupy gwiazd w wierzeniach obdarzono znaczeniem szczególnym. Na pewno wybitnie odcinająca się od gwiezdnego przestworu Droga Mleczna bardzo wcześniej znalazła się w centrum zainteresowania i w centrum opowieści. Grecy opowiadali, że Droga Mleczna zwana z grecka galactos uformowała się, gdy Rea karmiła Zeusa i jej mleko trysnęło w Niebo. Można by tu porównać greckie słowo rhei, które znaczy płynie. Ale Rea, jak się obecnie uważa, ma tak wiele cech minojskiej Wielkiej Bogini, że całkiem być może, że i ta historia opowiadana była już na minojskiej Krecie, na długo przed Grekami. Istnieje pewna minojska gemma przedstawiająca adorowaną postać kobiecą siedzącą pod drzewem i uciskającą piersi, przed którą stoi kobieta z makówkami (mleczko makowe), w górze zaś widnieje znak labrysu i zarys interpretowany właśnie jako Mleczna Droga!

Bogini pod drzewem. Powyżej labrys, a nad nim: słońce, księżyc i Droga Mleczna. Muzeum w Iraklionie. Fot. własna

Inna wersja opowiada, że Mleczna Droga powstała z mleka Hery, która (wbrew sobie, a dzięki podstępowi Zeusa) karmiła piersią Heraklesa. W każdym razie Droga Mleczna w  mitach występuje zawsze jako Wielka Rzeka. W Indiach jej niebiańskim odpowiednikiem był Gangesu, w Egipcie zaś – Nil. Wiele wskazuje też na to, że w micie indyjskim o ubijaniu  mlecznego oceanu chodzi tak naprawdę o ocean niebiański, czyli o Drogę Mleczną.

Droga Mleczna w wielu mitach uważana jest również za drogę dla dusz zmarłych.

Jednakże Droga Mleczna nie jest jedyną niebiańską rzeką; oto Erydan (nazwa chyba późna?), gwiazdozbiór ciągnący się od równika w kierunku południowym, dość niewyraźny, uważany był za odpowiednik lub początek rzek ziemskich – tak sądzono w krainach nad Eufratem i nad Nilem. Erydan bierze początek w pobliżu stóp gwiezdnego Oriona, a gwiazda na styku konstelacji Oriona i Erydana jeszcze dziś nazywana jest podnóżkiem (albo tronem). Grecy uważali, że gwiazdozbiór ten jest tak niewyraźny, ponieważ niebiańska rzeka została w połowie wysuszona, kiedy wpadł do niej Faeton, nieuważnie powożąc rydwanem słonecznym, tym samym ściągając na ziemię katastrofę.

Półkula północna i jej gwiazdy… Z Pixabay

Także szczególnie dobrze widoczne, pojedyncze gwiazdy bardzo wcześniej stały się „bohaterkami” mitów. Niewątpliwie jedną z najważniejszych była gwiazda polarna, która nie porusza się jak pozostałe gwiazdy, jest nieruchoma mimo ruchu gwiazd zmieniających miejsca wschodu etc. wraz ze zmieniającymi się porami roku. Gwiazdę tę wybijającą się na północnym niebie wiele ludów widziało za „otwór”, przez który można przeniknąć do tamtego świata, była zatem jakby centralnym punktem nieba, przez który przechodził axis mundi. Niewykluczone, że i na Krecie miała specjalne znaczenie. Nie zapominajmy, że Kreteńczycy byli żeglarzami i konstelacje gwiezdne były dla nich niezwykle ważne, jak dla każdego żeglarza przed wynalezieniem kompasu, na pewno znali się na nich, a skoro tak – tworzyli o nich opowieści i, jak sądzę, to im należy przypisywać autorstwo wielu „gwiezdnych mitów” (np. o Orionie)… W greckich mitach spore znaczenie miał gwiazdozbiór zwany Korona Północna, nazywany także – uwaga – Koroną Kreteńską! Grecy (a raczej ich przodkowie), u początku proste plemiona z północy, raczej nieobeznane ze zdobyczami cywilizacji śródziemnomorskich wiedzieli komu zawdzięczają wiedzę, to dlatego często wspominają z szacunkiem Egipt i Kretę.

W opowieściach z Koroną związana jest z małżonką  boga Dionizosa, Ariadna (znana z przeinterpretowanego mitu o wojaku Tezeuszu jako zakochana w nim dzierlatka, tymczasem była boginią wegetacji i matką Tauropolosa). Któż jest bardziej związany z Kretą, jak nie ona…?  

Czy to Ariadna? Rys. za: N. Marinatos, Art and Religion in Thera

Starożytni obserwatorzy nieba zauważyli również bez trudu, że zmiany pór roku mają związek z tym, że słońce wschodzi w różnych położeniach w stosunku do horyzontu. Zauważyli, w jakich „miejscach” wstaje słońce każdej wiosny i co wtedy dzieje się z dniem i nocą, że np. dnie są dłuższe i tak dalej…. Wyznaczono punkty równonocy i przesileń, a one stopiły się z określonymi grupami gwiazd (punkt równonocy wiosennej wyznacza przecięcie się ekliptyki i równika, punkt równonocy jesiennej – po przeciwnej stronie nieba). Te wszystkie obserwacje, wiązanie ich z określonymi wizerunkami graficznymi i postaciami mitycznymi dało podstawy dla późniejszego systemu zodiakalnego. O tym jednak w drugiej części gwiezdnego cyklu.