Niewątpliwie w świadomości i podświadomości nosimy wiele archetypowych obrazów, ze znaczenia których ledwo zdajemy sobie sprawę. Jedną z takich kulturowych ikon jest wizerunek czarownicy, utrwalony zresztą potem w okresach „polowań na czarownice”. Taka kulturowa ikona oprócz głównej postaci zawiera jeszcze tło, coś co charakteryzuje postać – atrybuty, akcesoria, jakkolwiek to nazwać, to właśnie one stanowią o takim, a nie innym sposobie postrzegania danej osoby. Czy można mówić o czarownicy nie mając przed oczami całego jej entourage’u? Czy w ogóle możliwa do pomyślenia jest czarownica bez szklanej kuli, kota, miotły?
Nie będziemy jednak zajmować się samą osobą czarownicy, ani tej z bajek, ani z „prawdziwego życia” (a raczej z czarnej legendy). Temat to nierzadko podejmowany, w odróżnieniu od rozważań o naturze i genezie przedmiotów łączonych z kulturowym wizerunkiem czarownicy.

Gdy spróbujemy dowiedzieć się, skąd wziął się motyw lustra, kotła, kota i co oznaczał , dowiemy się jednocześnie więcej o toposie samej „czarownicy”.
Bez szkody dla naszego wywodu już teraz możemy skonstatować: tak jak motyw czarownicy, tak i akcesoriów, z którymi mit i opowieść ją związał, odsyła w bardzo odległą przeszłość, do czasów, gdy na boskich tronach zasiadały Boginie i gdy w wierzeniach żeński pierwiastek współtworzył harmonię świata.
Ale po kolei – zacznijmy od lustra… Kiedy i gdzie posłużono się nim pierwszy raz, w jakim celu i jakich przydawano mu znaczeń sakralnych?
Lustro
Aby podjąć ten temat, trzeba przywołać pewne miasto Anatolii – Çatal Hüjük (tereny dzisiejszej Turcji). Jego najgłębsza warstwa pochodzi z VIII tys. p.n.e. Znaleziska tam dokonane, a są one niezwykłe, wprost zmuszają do snucia przypuszczeń, że wiele później znanych motywów tu właśnie miało swe pierwsze realizacje.
W tym właśnie mieście odnaleziono pierwsze na świecie zwierciadła. Były to lustra z polerowanego obsydianu, czyli połyskliwego, twardego, czarnego szkliwa wulkanicznego, wydobywanego z pobliskich złóż przez ludzi z miasta. Te lustra znajdowano w grobach, co znaczy, że miały duże znaczenie w wierzeniach, których już nie jesteśmy w stanie dociec, chyba że w drodze analogii z późniejszymi zwyczajami.

W kulturach śródziemnomorskich najczęściej jednak używano luster z polerowanego brązu i miedzi. Pierwsze takie lustra powstały w Egipcie, znajdowano je między innymi w grobach (np. w tajemniczym, nie tak dawno odkrytym mieście w delcie Nilu pochodzącym z ok. 3200 r. p.n.e.) Podobne lustra odnaleziono też w dolinie Indusu, a pochodzą z czasów najstarszej znanej cywilizacji z terenu subkontynentu indyjskiego, rozwijającej się od połowy III tys. p.n.e. Lustra miedziane znajdowali również archeologowie badający nekropolie na tajemniczej minojskiej Krecie – i także tutaj zdarzało się znaleźć je w grobach.

Oczywiście zwierciadeł nie znajdowano wyłącznie w grobach i nie służyły tylko kultowi związanemu z życiem pozagrobowym, choć ten aspekt jest dla mnie najbardziej interesujący. Ręczne lusterka posiadała np. każda egipska elegantka. Niewykluczone też, że lustra służyły żywym nie tylko w celach kosmetycznych – znaleziska archeologiczne wskazują na to, iż lustrami posługiwano się w kopalniach, wykorzystując efekt odbicia światła.
Potem Grecy i Rzymianie zaczęli wyrabiać zwierciadła szklane, powlekane cienką złotą albo srebrną folią. Jak podaje Pliniusz, tego rodzaju lustra wynaleziono w Sydonie, mieście libańskim. Wielkim kunsztem, jeśli idzie o wyrabianie luster, wykazywali się Chińczycy, którzy co najmniej od 1500 r. p.n.e. przyswoili sobie to wcale niełatwe rzemiosło.
Ale co się kryje za zwyczajem zostawiania ich w grobach? Z jakim kompleksem wierzeń łączono lustro w głębokiej starożytności? Aby dowiedzieć się tego, musimy poszukać mitycznych postaci, z którymi lustro wiązano.
Może najstarszą z takich postaci jest jedna z Wielkich Bogiń azjatyckich – czczona w Azji Mniejszej, czyli co ciekawe – na terenach, na których leżało prastare Çatal Hüjük. Była to bogini Kubaba. Podobieństwo brzmienia imion oraz zbliżone funkcje mogą wskazywać, że była ona pierwowzorem słynnej potem Kybele, czczonej aż do czasów cesarstwa rzymskiego. Atrybutami Kubaby były symbole płodności: owoc granatu, gołąb i zając, a także zwierciadło. W tym miejscu warto nadmienić, że boginie i bogowie płodności często byli związani ze sferą podziemi, ze śmiercią i odrodzeniem.

Z młodszą warstwą mitów związana jest postać herosa greckiego Perseusza i straszliwej Meduzy, a ten trop jest interesujący z powodu sposobu, w jaki bohater rozprawił się ze śmiertelnie groźną, potworną Meduzą. Otóż jak może pamiętamy, samo jej spojrzenie mogło zabić śmiałka, i Perseusz wykorzystał ową zdolność – Meduza zginęła, ponieważ zobaczyła samą siebie; Perseusz bowiem wziął ze sobą lustro i podsunął jej przed oczy…
Opowieść wydaje się nieskomplikowana, ale to pozory – wiele bowiem wskazuje, że pierwotnie Meduza i jej siostry Gorgony nie były żadnymi potworami, lecz lokalnymi postaciami przedgreckiej religii, boginiami chtonicznymi (czyli związanymi z ziemią i sferą podziemną). Mówi o tym już choćby ich związek z wężami, świętymi zwierzętami wielu bogiń, na przykład słynnymi kreteńskimi boginiami (lub kapłankami) trzymającymi w obu uniesionych dłoniach węże. Albo etymologia imienia: otóż miano „Meduza” wiąże się ze słowem oznaczającym „władczyni” (por. inne imiona mitycznych postaci kobiecych: Andromeda – „Władczyni mężczyzn”, czy Medea). Tymczasem jednak ten wątek zostawimy na boku, zapamiętując połączenie: bogini, lustro, motyw płodności (Kubaba) i śmierci (Meduza).
Ale, ale… Czy Grecy sami „wynaleźli” motyw lustra mającego moc odstraszania i niweczenia wrogich sił? Co w takim razie z następującym fragmentem dotyczącym Gilgamesza (wypowiada on przytoczone niżej słowa do swego przyjaciele, w jego śnie): „Weź swój nóż i poświęć go złemu duchowi śmierci. Dam ci lśniące zwierciadło, abyś mógł go przepędzić…”? (Santarcangeli, Księga labiryntu, s. 33). A opowieści o Gilgameszu to mniej więcej połowa III tys. p.n.e…

Idźmy dalej: wśród zabytków greckiej sztuki plastycznej znajdziemy sceny związane z kultem dionizyjskim i zobaczymy postacie z orszaku Dionizosa – satyrów i sylenów. Co ciekawe, pojawiają się „w towarzystwie” luster! A zdarza się zobaczyć samego Dionizosa, w postaci małego chłopca (symbolizującego odrodzenie się roślinności i winnej łozy), jak dzierży w dłoni lusterko i wpatruje się weń tak, jakby musiał zdążyć utrwalić w nim swój wizerunek, zanim zostanie złożony w ofierze (mity przechowały relacje o ofierze z Dionizosa). I nie bez znaczenia jest, że Dionizosa wiąże się z wegetacją roślin (tu: winorośli). Znowu zatem lustro włączone jest w kompleks wierzeń dotyczących płodności, życia i śmierci. Na niektórych, choć dość późnych przedstawieniach związanych z labiryntem, oprócz wizerunku Tezeusza, Minotaura, księżyca, możemy dojrzeć niewielkie lusterko.
Jeśli zatem lustro pojawia się już w Sumerze (Gilgamesz) w kontekście sfery podziemnej, grobu, śmierci i odrodzenia, to chyba można uznać to za kontekst pierwotny. I jeśli potem lustro bywało symbolem słońca albo księżyca, to o tyle, o ile same te ciała niebieskie łączono z cyklicznością życia i śmierci. Słońce, choćby w wierzeniach egipskich, często miało charakter dwoisty – związane było z jasnością podniebną, ale gdy zachodziło uważano, że schodzi do podziemi.
Zatem pewnie nic dziwnego, że np. w japońskiej religii sinto, bogini słoneczna za swój święty symbol ma właśnie zwierciadło… Ale to tylko jedna strona medalu. Lustro ma także zasadnicze powiązania z wodą. Czyż nie mówimy do dziś o l u s t r z e wody? Można rzecz wytłumaczyć zdroworozsądkowo, gdyż faktycznie pierwszymi lustrami naszych dalekich przodków musiały być lustra jezior i stawów. Ale jeśli sięgnąć głębiej w warstwy symboliki, to znowu pojawi nam się związek ze światem podziemnym. W dawnych wierzeniach bowiem uważano, iż uniwersum składa się z wielu stref, a pod strefą ziemską rozciąga się podziemny zbiornik wielkiej wody, Praocean. Wszystkie zaś wodne zbiorniki na ziemi traktowano jako „przecieki” z tamtego podziemnego Oceanu. Zaś bogów łączonych z tą sferą nierzadko uważano za dysponujących wiedzą i mądrością (np. sumeryjski Enki).
Jeśli chciano dowiedzieć się czegoś o przyszłych losach swoich czy kraju, zwracano się do wyroczni; te zaś zawsze związane były z podziemiem (groty, jaskinie, sanktuaria ze szczeliną skalną prowadzącą w głąb ziemi, jak w Delfach) oraz z wodą. Nas może zainteresować sposób, w jaki dokonywał się pewien ceremoniał związany ze światem podziemnym i tzw. wyroczniami zmarłych, a takie wyrocznie istniały bez wątpienia w Grecji i Italii. Był taki moment w całym ceremoniale, kiedy przybywający po odpowiedź pielgrzym docierał do punktu kulminującego swej wizyty i przed jego oczami miała ukazać się mara człowieka, do którego przybył. Wiele wskazuje na to, że aby zainteresowany mógł zobaczyć zmarłego, kapłani lub kapłanki podsuwali mu przed oczy naczynie z wodą, w której lustrzanej powierzchni miał pojawić się obraz zmarłego, a jak już wspomniałam wierzono, że woda, którą znajdujemy na powierzchni ziemi „przebija” z niżej położonej warstwy uniwersum, którym jest podziemny ocean i kraina podziemna. Nic przeto dziwnego, że jak każdy wodny zbiornik jest „okiem” podziemnego oceanu i może prowadzić do tajemniczej krainy w dole oraz do wiedzy, którą dysponują bogowie podziemi i wód, tak i lustro, czyli „produkt” mający wodę naśladować, łączono ze światem podziemnym, wiedzą i mistyczną mądrością. I długo, długo potem, kiedy dawno już zatarł się pierwotny związek lustra i wody, przy pewnych ceremoniach magicznych sprowadzano deszcz (woda!) posługując się właśnie lustrem.

Lustro więc, jak i wodę, złączono z elementem wiedzy i z podziemiem – ten związek wyraźnie zachował się np. w micie indyjskim: bóg śmierci Jama, sądząc dusze umarłych posługiwał się właśnie lustrem, gdyż właśnie w nim odbijało się całe ich życie, wszystkie dobre i złe uczynki. Innymi słowy, w lustrach widać Prawdę. Indyjski Śiwa, gdy tańczy swój taniec kreujący świat, przystraja się w miliony luster. W perskich opowieściach puchar Dżemszyd jest lustrem, w którym przegląda się Bóg, oglądając wszystkie stworzone przez siebie istoty. Ten puchar jest kryształowy, jako że lustro i kryształ dość wcześniej, jeśli idzie o sens mistyczny, traktowano wymiennie. Kryształowa kula nie jest niczym innym, jak pewną formą magicznego zwierciadła. Zwierciadła, które nie tylko odbija świat, ale ukazuje sekrety. Wielcy mistrzowie w Tybecie, gdy chcieli ujrzeć, co dzieje się w mistycznej krainie Śambhali, zaglądali w skupieniu do specjalnego lustra. Tak jak potem czarownice, gdy chciały zobaczyć przyszłość. Przecież z dawien dawna wierzono, że lustro może ukazać przyszłość, jako że „zbiera” w sobie wszelkie kształty ludzi, zjawisk, wydarzeń…
Ale w lustrach dostrzegano także fenomen innego rodzaju – oto lustro, odbijając kształty, samo pozostając czyste i nieskalane. Dlatego też w religiach zrywających z prastarym kompleksem religii Bogiń, na ten właśnie aspekt kładziono nacisk. I tak w buddyzmie lustro stało się symbolem czystego umysłu, zaś w chrześcijaństwie czystego serca. Symbolika lustra uległa rozszczepieniu na „dobry” symbol czystości i cnoty oraz na „zły”, czarodziejski i demoniczny, kontynuujący prastary archetyp.
Kot
Wszyscy wiemy, że jednym ze świętych zwierząt Egipcjan był kot. Ale kot domowy pojawił się w Egipcie dopiero ok. 1500 r. p.n.e., zaś kot czczony był dużo wcześniej; otóż był to dziki kot żyjący w delcie Nilu. Kot ten, jak zauważono, poluje na węże i ten aspekt zapewne sprawił, że stał się on zwierzęciem sakralnym. Wszak to słoneczny Re co dnia o wschodzie walczy z potężnym zagrażającym życiu Wężem, ale… istnieją malowidła, na których widać, jak kot własnoręcznie (o ile można tak powiedzieć) ucina głowę złemu Wężowi!

Stopniowo kot stał się jedną z personifikacji samego boga słońce, chociaż nie tylko w takim kontekście pojawia się symbol kota w Egipcie. Jedna z wielkich bogiń Bastet była szczególnie związana z tym sakralnym zwierzęciem; w jej świątyni w Bubastis znaleziono mnóstwo figurek w postaci kota. Bastet była opiekunką matek, dzieci i domostwa; przedstawiano ją nieraz z małymi kotkami. Uważano ją za matkę Anubisa, boga związanego z krainą podziemną. Co ciekawe, pierwotnie Bastet pojawiała się jako postać z głową lwa, potem dopiero jej atrybutem i „wcieleniem” stał się kot (ok. 2000 p.n.e.). Była ona też związana z księżycem, w niektórych mitach występuje jako „oko księżycowe”. W epoce greckiej utożsamiano ją z Artemidą, boginią łowów i księżyca. Warto zapamiętać, że już w postaci bogini Bastet widać nakładanie się na siebie symboliki „dużych” i „małych” kotów; lew, pantera, kot zdają się być w wielu religiach do pewnego stopnia symbolami wymiennymi.
Kot stał się symbolem śmierci i płodności, zarówno dobrych, jak i złych mocy. Tak i Bastet miała swą ciemną stronę – to Sachmet, bogini w postaci lwicy, sroga i „diaboliczna”. Siłą rzeczy przypominają się dwoiste boginie Indii, np. Kali i jej „zły” aspekt, Durga.

Odkąd koty domowe stały się uosobieniem Bastet, były czczone jakby „same w sobie” i zapewne dlatego z jednej strony zabicie kota – jak i innych świętych zwierząt – karane było śmiercią, z drugiej, gdy domowy kot kończył żywot, jego właściciel nosił żałobę i kazał mumifikować ciało ulubieńca. Kapłani mumifikowali setki kocich ciał, lecz wydaje się, że w późniejszych okresach aspekt zysku przeważył nad religijnym: są ślady, że nie zawsze czekali na śmierć naturalną kotów, uśmiercali je poprzez skręcenie karku, mumifikowali i sprzedawali przy świątyni jako wota.

Koty oraz „duże koty” często widziano jako strażników bram – niech więc nas nie dziwi, gdy jeszcze dziś przy drzwiach do reprezentacyjnych gmachów przy wejściu ujrzymy dwie potężne sylwetki kamiennych lwów. W Egipcie strażnikami horyzontu, stron świata był znak w postaci dwóch kocich bóstw zwany Aker. Wedle tradycji udomowione koty pilnowały świątyń – i to na całym Wschodzie.

W innym kulturowym centrum, w Mezopotamii, lwy odgrywały sporą rolę, głównie w wierzeniach związanych z kultem słonecznym, a także jako zwierzęta królewskie – i w tym sensie wydają się przynależeć przynajmniej w późnym okresie „światowi męskiemu”. Ale też całkiem podobnie jak w przypadku Egiptu, koty były związane z boginiami – i ten stan rzeczy wydaje się być pierwotny. W Nippur zachował się zabytek, na którym widać walczącego z wężem kota oraz podpis głoszący, że oto ze złym Wężem walczy sama wielka bogini Inanna, pierwowzór słynnej bogini Miłości i Wojny Isztar.

Nierzadkie są dość wczesne przedstawienia, na których widzimy Wielkie Boginie stojące na swym zwierzęciu, lwie czy panterze. Boginie często bywają wówczas nagie i trzymają w dłoniach pęki roślin – znak, że mamy do czynienia z boginiami płodności, których siła seksualności i zdolność dawania życia są tak potężne, że przeważają nad siłami dzikiej natury. Dodajmy, że Boginie nieraz dosiadają lwa jako swego wierzchowca – tak jak Sachmet, a także hinduska Kali i wiele innych. W tym aspekcie często miały cechy ambiwalentne, bogiń potężnych, lecz groźnych, ratujących świat, ale też niosących zagładę swym gniewem.
Ten podstawowy i najstarszy kompleks wierzeń, zmieniony przez czas i kontekst społeczny, docierał w różne strony świata i w bliższe nam czasy, a wciąż można rozpoznać go licznych mitologiach: greckiej, skandynawskiej, słowiańskiej. Niemal zawsze pozostał prastary związek z pierwiastkiem kobiecości, na przykład w Grecji koty włączono w „program” religii dionizyjskiej i łączono z menadami, nieokiełznanymi czcicielkami Dionizosa.
Wiele elementów archaicznych, a jednocześnie nasuwających na myśl akcesoria „klasycznej” czarownicy odnajdziemy w opisie pewnej bogini z mitów nordyckich, Freyi, czyli Pani, bogini płodności i miłości, pomagającej przy porodzie. Co znamienne, była też boginią śmierci. Do jej najważniejszych „świętych przedmiotów” należy wóz zaprzężony w czarne, bliźniaczo podobne do siebie koty. Jej córka, Njorda, była żoną samego Odyna, jednego z najważniejszych bóstw, i jednocześnie – co ważne – nauczycielką magii, której uczy innych bogów.
Nie tylko we „właściwych” mitach, ale i w ludowych opowieściach pojawiają się postacie intrygujące ze względu na temat. Pozostając wśród skandynawskich krain, warto rzec o fińskim domowym duchu zwanym Para. Podobno może on przybierać rozmaite postaci, np. – uwaga! węża, żaby lub właśnie kota. Nie trzeba chyba podkreślać, że wszystkie te zwierzęta to atrybuty Bogini? Ten swoisty duch płodności pomaga przysparzać gospodarzowi majątku, dzięki niemu obradza zboże, zapewniony jest dostatek mleka i masła. Podobną funkcję w wierzeniach ludów bałtyckich spełniał np. litewski Pukis, rodzaj dobrego ducha przedstawiany nieraz jako smok. Innym litewskim duchem domowym był Aitvaras i, co ciekawe, ukazywał się pod postacią czarnego kota, czarnego koguta lub lecącego w przestworzach węża. Co prawda, pomaga gospodarzowi, ale podobno nie całkiem za darmo – i tu ujawnia się diaboliczny (pewnie wtórny) aspekt tego ducha, ceną bowiem jest dusza. Zdaje się, że nie tylko Faust miał z tym kłopoty…
Niepozbawione „kociego” motywu są również legendy celtyckie, przepojone pierwiastkami wywodzącymi się z zamierzchłej przeszłości, pełne niezwykłych, silnych postaci kobiecych. W opisie wyprawy herosa Meal Duina do krainy zaświatów napotkamy wzmiankę o skarbcu pilnowanym przez kota, którego jedno spojrzenie spalano na popiół. Istnieją legendy o wielkim, pustoszącym kraj Brytów kocie, którego pokonał dopiero słynny król Artur. Co ciekawe, to na gruncie celtyckim, jak się zdaje dość już przefiltrowanym przez wczesne chrześcijaństwo, nastąpił proces „obdarowywania” mitycznych postaci cechami jednoznacznie złymi i demonicznymi, choć inaczej bywało w przeszłości… I właśnie w mitach celtyckich kot często występuje jako symbol złej czarownicy. A wierzono przy tym, że koty znają odpowiedzi na pytania stawiane przez ludzi pragnących wróżby dla siebie.
Jak mity celtyckie, tak i inne pogańskie systemy wierzeń ulegały daleko idącym transformacjom pod wpływem chrześcijaństwa, ale co ciekawe, we wczesnym chrześcijaństwie kot symbolizował płodność (chciałoby się powiedzieć: jak w dawnych czasach), tyle że wraz z odchodzeniem w przeszłość religii pogańskich, kot przeszedł pod znaki złych mocy, szatana. Potem, jak wiemy, łączono go z czarownicami, sądząc, że udają się one na sabaty, lecąc na miotłach albo jadąc na grzbietach kotów. Czy to tylko przypadek, że w archaicznych czasach jako jadące na grzbietach „kotowatych” zwierząt przedstawiano Wielkie Boginie, jak Inanna?

Czarownice rzekomo karmią swe koty mlekiem z magicznego trzeciego sutka, a zwierzęta towarzyszą im przy wróżbach. Potem zaczęto je widzieć jako wcielenie samego Belzebuba, a ich oczy stały się wzorcem dla przedstawiania oczu szatana. Czarne koty, zwierzęta Bogini Życia i Śmierci, musiały zapłacić cenę, jaką płaciły ich panie: ginęły w nurtach rzek i pod ciosami kamieni, a nawet płonęły na stosach; zamykano je wtedy w specjalnych koszach i podpalano wśród pokutnych śpiewów i kazań. Ten proceder był częsty szczególnie w krajach protestanckich.
Jak krętymi ścieżkami chadza ludzka pomysłowość w czasach zmian kulturowych, widać na przykładzie pewnego imienia: w Syrii w III i II tys. p.n.e., jak zresztą w wielu kręgach kulturowych, otaczano czcią siły natury, płodności, wegetacji, śmierci i odrodzenia, zaś w kultach z nimi związanych używano słowa baal. Znaczyło ono Pan i było pierwotnym syryjskim wyrazem na oznaczenie rozmaitych bóstw (by ich wyszczególnić, używano przydomków). Żeńskim odpowiednikiem tego bóstwa, czy raczej tych bóstw, była Baalat, bogini wielce podobna do Isztar i sumeryjskiej Inanny. O tym, jakie gromy ciskano na kult tych bóstw wiemy już ze Starego Testamentu, zaś w późnym średniowieczu Baal staje się imieniem oznaczające księcia piekieł, a przedstawiano go, co charakterystyczne, z trzema głowami: człowieka, ropuchy i właśnie – kota. A imię dawnej bogini przemieniono w miano złego ducha zwanego Belialem.
Kotły, miotły, podniebne loty
Choć np. miotła kojarzy nam się nieodparcie z europejskimi czarownicami, rodowód symboliczny tego przedmiotu sięga o wiele głębiej w przeszłość.
A kocioł? Znamy sceny, w których stara, brzydka wiedźma pochyla się nad kotłem i warzy w nim ohydną miksturę złożoną dajmy na to z jaja węża, skóry ropuchy, ziela belladonny zbieranego w świetle księżyca… To sceny z bajek, legend, a przy tym stereotyp skrajnie infantylny. Elementy niby „z tej samej bajki”, ale… znowu zamiana sensu! Owszem, kotły to prastary święty przedmiot, ale nigdy nie służył złym siłom, raczej przeciwnie – kocioł należy to tych samych mitologemów, co np. róg obfitości: związany jest zatem z dostatkiem, darami Natury, jest obrazem dającego życie i karmiącego łona, a w bardziej metaforycznym wymiarze oznacza pełnię, całość. Ale i czeluść, miejsce, gdzie powstaje coś nowego, gdzie materia zmienia się w coś nieznanego, jest zatem uosobieniem tajemnicy, miejscem przemian. Aby te związki zrozumieć, musimy zrozumieć naszych przodków – naszych g ł o d n y c h przodków, jaki smak miała dla nich syta strawa, zapach wydobywający się z zawieszonego nad paleniskiem garnczka, błogość rozlewająca się w ciele wraz z każdą łyżką jedzenia… Ale musieli oni dostrzegać więcej – jak zmienia się forma materii, jak ogień i kocioł może przemienić to, co wpierw włożono do środka. Tam, gdzie nawet banalnym zdarzeniom albo przedmiotom potrafiono nadać wymiar wykraczający ponad nie, rodził się symbol i poczucie sacrum. Kocioł stał się magiczny.
Może najwcześniej kocioł został obdarzony tak charakterystycznymi cechami w Anatolii, wszak w państwie Hetytów, powstałym zresztą na terenach o wiele wcześniejszych kultur, funkcjonowała instytucja tzw. Staruch – czarownic, znachorek, cieszących się wielkim poważaniem. Boginią czarów była Kamprusepa i była ona patronką Staruch oraz posiadaczką specjalnego żelaznego kotła. Staruchy oczywiście miały go w swym wyposażeniu, a używały do licznych ceremonii, głównie oczyszczających – albowiem istotą i główną funkcją kotła było oddzielenie wszystkich zmaz i brudów. Czarownica umieszczała je w kotle i umiała zmienić tak, by nie groziły już światu skażeniem. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że potem dokładnie na odwrót traktowano kocioł czarownicy?
Grecy wiele zawdzięczali mitologiom innych ludów Śródziemnomorza, to w ich mitach pojawia się Medea, córka króla Kolchidy Aietesa, wnuczka Heliosa, boga Słońca, która pomogła greckiego herosowi Jazonowi wywieźć złote runo. Była znawczynią czarów i miała magiczny kocioł, w którym dokonywała aktu odmładzania. Nie mamy o niej najlepszej opinii, a to za sprawą Greków, którzy odpowiednio „przykroili” jej postać. Pierwotna Medea niemal na pewno pozostawała w relacji z wielką boginią świata podziemnego Hekate, są też opinie wśród badaczy, że jej prototypem może być bogini z Tesalii.

A czym innym, jak nie kotłem stojącym na trzech nogach był słynny trójnóg w wyroczni w Delfach? Podobno w tym kotle znajdowały się losy, za pośrednictwem których wróżyła Pytia. W noc przed wróżeniem zasiadała na kotle, na specjalnej wyściółce, by dzięki temu otrzymać boski przekaz. Inna wersja związana z tym szczególnym naczyniem opowiada, że gdy Apollo pokonał strzegącego tego miejsca węża-smoka, wrzucił jego kości do kotła. Słynne igrzyska pytyjskie ustanowione zostały właśnie na cześć tego węża. Jeszcze inna opowieść łączy się z Dionizosem: otóż kiedy wrogowie bogów olimpijskich Tytani, złapali go, rozerwali go na kawałki i wrzucili do kotła. Apollo pochował jego szczątki właśnie w Delfach, w sanktuarium, obok trójnogu. Przy czym powiadano, że droga do podziemnego świata, do Dionizosa, boga winnej łozy, śmierci i odrodzenia, wiodła właśnie przez ów kocioł.
Wiele podobnych wątków mitycznych znajdziemy u Celtów. To fascynujący temat, jakimi drogami wędrują ludy i mityczne idee, ale niestety musimy go porzucić, pozostając wyłącznie przy naszym „bohaterze”: kotle. Z czarami łączono wiele postaci, np. grupę boginek zwanych cailleach, uosabiających „zły”, wiedźmowaty aspekt bogini. Prastarą boginią irlandzką była m. in. górska bogini Cailleach Bheare, która cieszyła się wieczną młodością i była panią zimowych miesięcy – co ciekawe, jej siedziba jest jednocześnie siedzibą umarłych. Swoistą jej wersją jest Cailleach Bheur, widziana jako niebieskolica wiedźma. Z kolei Cerridwen była boginią natchnienia i to ona właśnie jest posiadaczką Kotła Wiedzy. Gotowana przez nią przez rok mikstura miała taką moc, że wystarczyła jedynie kropla spadająca na ciało człowieka, by ten stał się natchnionym wieszczem.
Nieco inny rodzaj kotła jest atrybutem boga z irlandzkiego panteonu, o imieniu Dagda; co znamienne bóg ten ma moc uśmiercania i przywracania do życia, a jego kocioł obfitości, niczym „stoliczku nakryj się” z baśni, mieści w sobie niewyczerpane zapasy.
Takie kotły są także znane w mitach skandynawskich, np. wielki kocioł olbrzyma Hymira.

Ale to tylko jeden aspekt mitologemu kotła. Inny rodzaj tych przedziwnych naczyń to kotły mające zdolność unoszenia się w powietrzu. Ta magiczna zdolność paradoksalnie zbliża je do motywu latającej miotły i taki właśnie latający żelazny kocioł ma pierwowzór znanej nam doskonale z bajek Baby Jagi z baśni białoruskiej (chociaż nie brakuje jej też ognistej miotły). Przy okazji warto zauważyć tożsamość rdzeni wyrazowych: bogini Kubaba (por. wyżej) i Baba (Jaga). Kto wie, może imię i postać naszej słowiańskiej Baby Jagi wywodzi się z hetyckiej Anatolii sprzed wielu stuleci?
Oczywiście boskie czy nadludzkie postaci na miotłach to nie tylko „specjalność” naszego, nawet szeroko pojętego, kręgu kulturowego. Meksykański bóg Tlazelteotl przedstawiany jest jako lecący nago na miotle, także Chińczycy mieli swą boginię miotły, która odpowiadała za dobra pogodę.
Miotła to element nie tylko mityczny, ale i obrzędowy. W pewnych obrzędach ludowych miotła w odpowiedni sposób kładziona na ziemi zapobiegała złym czarom. Przeskakiwanie przez nią miało znaczenie w ceremoniach płodności i służyło wzmożeniu plonów. U niektórych ludów istniał zwyczaj nakazujący skakać przez miotłę nowożeńcom; tak było np. u rumuńskich Cyganów. Ale przecież jako sprzęt domowy miotła pełni jedną podstawową funkcje – mianowicie służy do sprzątania, wymiatania brudu. Niewykluczone, że tę prostą funkcję ujrzano także w szerszej perspektywie i w ten sposób miotła oczyszczała nie tylko „zwyczajne” śmieci, ale również te, których nie możemy dostrzec: skazy, brud rytualny, złe energie. W końcu także nasze kropidło używane w ceremoniach katolickich nie jest niczym innym, jak małą miotełką zamoczoną w wodzie…

Bardzo prawdopodobne, że samemu aktowi wykonywania rytualnej miotły towarzyszyły jakieś ceremonie i zaklęcia. Również materiał, np. rodzaj drewna, musiał pozostawać w związku z konkretnym celem i nie był bez znaczenia. Symbolika drzew, z których robiono drzewce, czy w ogóle symbolika roślin służących do wykonania mioteł, to osobny problem, jednak jedno jest pewne: cały kontekst miał dużo wspólnego z prastarym kompleksem Wielkiej Bogini oraz z kultami płodności i urodzaju. Wielki religioznawca M. Eliade twierdzi, że polowania na czarownice były tak naprawdę walką z ostatnimi śladami pogaństwa w Europie, zaś większość absurdalnych oskarżeń to wymysł inkwizytorów. Czarownice i czarowników w Europie nieraz oskarżano o kult Diany, bogini łowów i dzikiej przyrody, a nie o oddawanie czci diabłu. Eliade podaje też przypadki z terenów koło Akwilei, gdzie grupa ludności spotykała się kilka razy do roku, by dzieląc się na dwie grupy przeprowadzać ze sobą specyficzne walkę. Jedna z grup była uzbrojona w kije od mioteł, druga w gałązki roślin. Wygrana bądź przegrana jednej z grup przesądzała, jakie będą tegoroczne zbiory: tu wyraźny jest aspekt kultów płodności, bo walki w archaicznych kulturach, a jeszcze i dziś wśród ludów jeszcze nie tak dawno zwanych „prymitywnymi”, miały za zadanie jedno: przebudzić Naturę (por. suchy kij versus żywa zielona gałąź).
I choć na nocne spotkania uczestnicy przybywali podobno na grzbiecie kotów i innych zwierząt, nie miało to nic wspólnego ze scenariuszem takich sabatów, jakie znamy z akt inkwizycyjnych – nie było mowy o zaparciu się wiary, obcowaniu z diabłem itd. (por. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. III).
A motyw lotu? Cóż, wielu z nas śni o lataniu, to element ludzkich marzeń i dążeń tak starych jak ludzkość, zaś lot mistyczny, mityczny albo śniony, jest jedną z ich przejawów. Lot szamanów, może najstarszych w historii duchowych przewodników ludzkości, lot transowy, lot odbywany po użyciu specjalnych mikstur ziołowych (por. czarownice i maść z belladonny) i obraz ptaka w tak wielu rozmaitych kulturach będący symbolem, a wręcz wcieleniem duszy to elementy być może archetypowe i obecne w kulturach ludów całego świata. Lot i ptak same w sobie są przecież obrazami mówiącymi o wznoszeniu się ponad zwyczajność, o wędrówce – ku bogom, niebu, zaświatom. Ku temu, za czym tęsknimy.