Któż z nas nie zna powiedzonka o „krainie mlekiem i miodem płynącej”? Na zasadzie skojarzenia wyniesionego z lat dzieciństwa przywykliśmy odnosić niniejsze sformułowanie do pięknych baśni, a owa baśniowa kraina w naszych dziecięcych wyobrażeniach stała się synonimem szczęścia, obfitości, dostatku…. Rzadko jednak uświadamiamy sobie, że obrazy, z jakimi spotykaliśmy się w baśniach (tych „klasycznych”, jak baśnie braci Grimm) mają historię o wiele starszą, sięgającą czasów, w których nie baśń, ale mit rządził ludzką świadomością i był „matrycą” poszukiwania sensu rzeczywistości.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że jeśli użyjemy słowa „mit” w potocznym sensie, jako tożsamego z „nieprawdą”, nigdy nie dojdziemy do sedna zagadnienia, jakim jest próba odtworzenia znaczeń istniejących w prastarych kulturach, z których wywodzi się wiele obrazów, archetypów, skojarzeń, nie w pełni uświadamianych określeń, jakimi wciąż się posługujemy, współtworzącymi naszą, nowożytną kulturę. A jak wiadomo, nasza kultura wiele zawdzięcza kulturze rzymskiej, greckiej, judeochrześcijańskiej, te zaś z kolei rozwinęły się w taki, a nie innym sposób dzięki kontaktowi z jeszcze starszymi kulturami rozkwitającymi w III i II tysiącleciu p.n.e.  Można tu wymienić kulturę Harappy z terenów dzisiejszego Pakistanu i północno-zachodnich Indii, Sumeru i Babilonii z obszaru zwanego Mezopotamią leżącego między rzekami Tygrys i Eufrat, Egiptu, a także kulturę hetycką z Azji Mniejszej, a nade wszystko – przedgrecką kulturę z Krety i innych wysp Morza Śródziemnego, zwaną od imienia mitycznego króla kulturą minojską. Pamiętać przy tym należy, że i one, choć tak bujnie rozwijające się przez setki lat, miały kulturowe poprzedniczki. Oczywiście nawet tak zakreślony obszar, choć ogromny, nie stanowi pełnego rejestru możliwych odniesień; dla przykładu: któż może wiedzieć ile zachowało się z kultur badanych przez litewską archeolog Marija Gimbutas, zwanych przez nią en block Starą Europą, w naszych zwyczajach, podaniach i przysłowiach? A ile ich wywodzi się z bliższych nam chronologicznie kultur, jak celtycka, germańska, słowiańska? Dobrze zatem mieć świadomość, że wiele mitycznych obrazów odnajdowanych w baśniowych określeniach sięga niezwykle zamierzchłych czasów, jak to o tytułowej krainie „mlekiem i miodem płynącej”.

Religioznawcy posługują się często terminem „mitologem”. Najprościej można go tłumaczyć jako znak obrosły w znaczenia metaforyczne, czyli wykraczające poza dosłowne rozumienie jakiejś konkretnej „rzeczy”. I dobrze wiedzieć, że jak w przypadku epifanii, czyli „znaku” boskości – jak chciał wielki religioznawca Mircea Eliade – mitologemem może być dosłownie wszystko, co w ludzkiej świadomości jawi się jako ważne. Społeczność z danego kręgu kulturowego określa jego znaczenie i daje mu moc oddziaływania na wyobraźnię, postawy, działania. Ludzie, którzy wieki temu wędrowali przez stepy Azji, nomadowie, pasterze nie mieli wielu bogactw, ale mieli coś, co w ich oczach stanowiło o przetrwaniu grupy. Stada zwierząt. Na wielkich obszarach równinnych było to najczęściej bydło, na górskich płaskowyżach, na Bliskim Wschodzie czy w Grecji – owce i kozy. Ich mleko stanowiło podstawę diety, a posiadanie stad nie tylko gwarantowało przetrwanie, ale stało się oznaką statusu. Nie przypadkiem łacińskie słowo pecunia na oznaczenie pieniędzy pierwotnie znaczyło „bydło” (od pecu) i nie przypadkiem w Indiach do dziś powiada się, że „kto ma krowę, ten ma wszystko” – wszak krowa to mleko, a jego przetwory to masło, ser, śmietana, o innych „dobrach” jak mocz, odchody czy wreszcie mięso, skóra, ścięgna nie wspominając. Jeśli będziemy w stanie wczuć się w sytuację naszych praprzodków, łatwiej będzie nam zrozumieć, jak to się stało, że pewne ważne dla wspólnoty elementy świata przekształcały się w doniosłe symbole. I z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku mleka!

Pamiętać należy, że pojedynczy „obiekt”, który stanowi rdzeń mitologemu funkcjonuje w większej całości, właśnie w micie, opowieści, która nadaje światu i życiu sens – i tak właśnie, szeroko będziemy rozumieli słowo „mit”. Innymi słowy, dany przedmiot uwikłany jest w opowieść o naturze uniwersum, a to uwikłanie stanowi o jego symbolicznej sile. Dodajmy, że dla myślenia mitycznego charakterystyczne jest budowanie systemów podobieństw, analogii i homologii, jest to więc odmienny sposób porządkowania świata od funkcjonującego w racjonalnym myśleniu opartym na zasadzie przyczyny i skutku (co oczywiście nie oznacza, że nasi praprzodkowie nie potrafili myśleć racjonalnie – ależ potrafili i to jeszcze jak!).

I wreszcie, uzbrojeni w niezbędne klucze terminologiczne, możemy wkroczyć na rozległe pole ludzkich opowieści, w których mityczną rolę odgrywał zwyczajny zdawałoby się płyn – mleko. Zobaczymy jednak, że wydobywając sensy z tego prostego zdawałoby się składnika diety, udamy się w podróż dosłownie kosmiczną! Cóż bowiem począć z językowym faktem, że nasz świat, nasza planeta, nasze życie toczy się dosłownie w… mleku? Czyż bowiem nie bytujemy na planecie położonej w galaktyce, którą do dziś zwiemy Drogą Mleczną? Właśnie – „mleczną”. Tak oto prastara nazwa „galaktyka” wywodząca się z greki, obecna do dziś w mowie wszystkich niemal Europejczyków, zdradza pokłady znaczeń sprzed tysięcy lat… Aby zaś rozwikłać głębokie znaczenia związane z mitologemem mleka, musimy iść powolutku, krok po kroczku.

Fot. Pixabay

Zatem najpierw banalne pytanie – skąd „bierze się” mleko? Abstrahując od humorystycznie traktowanych odpowiedzi miejskich dzieci, że „mleko bierze się z supermarketu”, można iść o zakład, iż najczęściej odpowiadalibyśmy: „mleko daje krowa” (może ktoś dodałby: mleko daje koza albo owca). W naszym kręgu kulturowym krowa, koza i owca uchodzą za „dawczynie” mleka (dlatego też pomijamy np. mleko wielbłądzie). Zanim powiem o związanych z tymi zwierzętami mitycznych skojarzeniach, zwrócę uwagę na co innego, niby oczywistego, a przecież często pomijanego:  otóż najpierwotniejszą dla każdego z nas dawczynią mleka jest… własna matka! To matka – przekształcona w symbolicznym myśleniu w Matkę (różnica w pisowni początkowych liter zamierzona) staje się archetypem Dawczyni: mleka, czyli pokarmu, czyli zaspokojenia, czyli bezpieczeństwa, itd. I oto dochodzimy do obiecanego wymiaru kosmicznego – Matka, Wielka Matka, Bogini Matka jest najpierwotniejszą fundatorką Życia. A w konsekwencji – miejsca do życia, czyli świata.

Nasz najbliższy planetarny kosmos to nasza galaktyka zwana Mleczną Drogą, a jak już wiemy słowo to pochodzi z greki. Otóż – „galaksias kyklos” znaczy „mleczne koło” (od gala – mleko). Jego użycie na oznaczenie galaktyki poświadczone jest od VI wieku p.n.e., ale można iść o zakład, że używano go dużo wcześniej. Nie ulega wątpliwości, że wyraźnie odcinająca się z przestworu nocnego nieba Droga Mleczna bardzo wcześnie znalazła się w centrum zainteresowania naszych przodków, a wkrótce również w centrum opowieści, jakie snuli, pragnąc ująć w uporządkowane ramy jawiącą się przed ich oczami rzeczywistość.

Starożytni Grecy opowiadali, że Droga Mleczna uformowała się, gdy bogini Rea karmiła Zeusa, a jej mleko trysnęło w niebo (por. greckie rhei – płynie). Inna wersja mitu zakłada, że stało się tak, gdy bogini Hera karmiła znanego z greckiej mitologii herosa Heraklesa (różnice w imionach bogiń nie są w tym miejscu istotne). Ale Rea ma tak wiele cech minojskiej Wielkiej Bogini, że prawie pewne jest opowiadanie tej historii już na Krecie (III-II tys. p.n.e.) oraz na pobliskich wyspach, na długo przed Grekami. Rzeczywiście, w muzealnych zbiorach znajduje się pewna scena na pierścieniu minojskim, przedstawiająca adorowaną postać kobiecą, zapewne boginię, siedzącą pod drzewem i uciskającą swe piersi. Przed nią stoi kobieta z makówkami (mleczko makowe), w górze zaś widnieje znak podwójnego topora oraz zarys kształtu interpretowanego właśnie jako… Mleczna Droga!

Fot. własna autorki, muzeum w Heraklionie, Kreta

Mleczna Droga jest najlepiej widoczna, gdy księżyc zbliża się do nowiu. Co ciekawe, w mitach pojawia się zawsze jako rzeka. Pamiętajmy, że chodzi o mityczną Wielką Rzekę, czy też Wielki Praocean opływający uniwersum, jak w głębokiej starożytności wyobrażano sobie wszechświat. W wielu kulturowych centrach prastarych cywilizacji, np. w Sumerze – nasz ludzki świat znajdował się w środku kilku sfer, zazwyczaj siedmiu lub dziewięciu, zamkniętych Praoceanem, Wielką Rzeką, Okeanosem. Ta ostatnia nazwa posłużyła na oznaczenie oceanu, lecz mało kto wie, że pierwotnie oznaczała rzekę.

Warto dodać, że w Egipcie uważano Drogę Mleczną za niebiańskie mleko wielkiej bogini wyobrażanej jako krowa – bogini Hathor. Dokładnie tak jak w przedgreckim micie o mleku bogini Rhei…  I nie jest przypadkiem, że także w Indiach opowiadano sobie mit o wyłonieniu się wielu cudownych przedmiotów z Mlecznego Oceanu, który istniał zanim na dobre zaistniał świat.

Głowa bogini Hathor, fot. własna autorki

Wspomniałam wyżej o obrazie świata jako piętrowym układzie z ziemią pośrodku i rozciągającą się wokół Wielką Rzeką.  Za nią zaś znajdują się zaświatowe Góry. Na marginesie warto zauważyć, jak dokładnie baśnie rozpoczynające się słowami: „za siedmioma rzekami, za siedmioma górami” przechowały tamten obraz kosmosu… Nadmieniłam już, że myśl mityczna lubowała się w seriach podobieństw – i tak w sztuce plastycznej Rzekę przedstawiano często jako Kosmicznego Węża. Wąż obecny w sferze niebios widziany był przez naszych przodków już to jako konstelacje gwiezdne, już to właśnie jako Droga Mleczna. Akadowie, lud zamieszkujący obok Sumerów ziemie Mezopotamii, używali specjalnej nazwy dla „mlecznego” niebiańskiego Węża, a brzmiała ona Labbu. Można pokusić się o hipotezę, że smok z  mitu greckiego strzegący mitycznego ogrodu Hesperyd i złotych jabłek, po które wybrał się Herakles, może być prastarym Wężem uosabiającym Mleczną Drogę, jego imię bowiem niedaleko odbiega od brzmienia akadzkiego: brzmi bowiem Ladon. Co ciekawe, Mleczny Ocean bogowie indyjscy ubijali za pomocą swoistej „trzepaczki” – mianowicie wielkim kosmicznym Wężem. Najwyraźniej mitologem Mlecznego Oceanu-Rzeki-Węża podzielały wszystkie wielkie centra kulturotwórcze głębokiej starożytności. A łączenie mleka z wężami przetrwało w tradycji ludowej, choć zapewne bez uświadomienia sobie jak dawnych czasów sięga: W wielu chatach i chałupach przecież stawiało się spodeczek z mlekiem dla węży, uosabiających dusze przodków, domowe duszki opiekuńcze etc.

I jeszcze jedno… Przywołany kształt kosmosu: świat otoczony Rzeką – Wężem – Mlecznym Oceanem to jeden z najpowszechniejszych obrazów wyrażających intuicję o życiu POŚRODKU. Idea centrum, czyli świata znanego, bezpiecznego, to znana w antropologii kulturowej idea, uczenie zwana orbis interior. Świat w środku. Na zewnątrz zaś znanego, bezpiecznego świata rozciąga się obcy, nieznany świat, a owa otaczająca Rzeka znajduje się na granicy Tego i Tamtego Świata. Najsłynniejszą tego rodzaju rzeką jest znany wszystkim Styks. Granice są zaś niebezpieczne, otoczone tajemnicą, sakralne. To właśnie dlatego Drogę Mleczną – pamiętajmy o jej mitycznym kształcie OKRĘGU – widziano w mitologiach jako drogę dla dusz umarłych. To droga, którą trzeba przejść po ziemskim życiu. Jak jeszcze zobaczymy, to ważny element wiążący „mleczność” z zaświatami. Warto uzupełnić, że w innych kulturach, głównie pasterskich, wierzono w istnienie Mlecznego Jeziora w niebie, które było źródłem życia na ziemi. Wydaje się to jednak uproszczonym obrazem, nie tak nasiąkniętym znaczeniami jak Praocean otaczający kręgi pośrodku.  

Po „kosmicznych” wycieczkach czas na kolejny krok. Przyjrzyjmy się zatem Tej, która daje mleko – matce oraz w wymiarze kosmicznym – Bogini Matce. Zaczniemy od bohaterki mitu z zabytku minojskiego (por. wyżej) i innym wizerunkom, których typ nazwałam niegdyś zbiorczo „bogini podtrzymująca piersi”. Figurynki albo ryty na ceramice lub innym materiale ukazujące postać kobiecą z rękami pod piersiami albo dłońmi podtrzymującą piersi, są bardzo rozpowszechnione i stare. Znane są z Anatolii, Syrii, Mezopotamii, predynastycznego Egiptu, Indii, itd. W tym typie obrazowania chodziło o ukazanie karmiącej, zapewniającej  pokarm Wielkiej Bogini. Co ciekawe, wiele statuetek i to sprzed kilku tysięcy lat znajdowano na cmentarzach, np. na terenach Mezopotamii, jakby boginie karmiły swym życiodajnym płynem zmarłych w zaświatach – wszak cmentarze to nic innego jak obszar zaświatowy w ziemskim wymiarze. Trudniejsze do akceptacji będzie zapewne to, że jeszcze w kulturze ludowej uważano, że z zaświatów przychodzą również dzieci. Tak, tak! Dzieci i zmarłych łączy jedno: muszą przekroczyć, oczywiście w odwrotnych kierunkach, granice Tego i Tamtego świata, są blisko nich. Dlatego w wielu kulturach ciężarne kobiety były otaczane tabu, podobnie jak kobiety już po urodzeniu dziecka karmiące oseski mlekiem. W zgodzie z „logiką” mitu, skoro dzieci przychodzą z Tamtego świata, także substancja odżywiająca je, czyli mleko, musi z niego pochodzić. To spostrzeżenie pomaga zrozumieć skąd wzięła się ogromna rola mleka w myśleniu mitycznym, i to od niepamiętnych czasów – wszak owe boginie żywiące swym mlekiem bogów, władców, zmarłych to przeważnie najstarsze boginie z panteonu. Na pewnej minojskiej pieczęci z Krety widać postać bogini karmiącej z piersi gryfy, mityczne zwierzęta stojące na straży starożytnej Krety. Boginie karmią nie tylko mityczne zwierzęta, często strażników różnych sfer świata; karmią też władców. Egipski faraon nie był po prostu władcą, jak dla nas jest premier, prezydent czy nawet monarcha; był wcieleniem boga na ziemi, gwarantem Porządku przeciw Chaosowi. Dlatego karmiącą go mamką (matką) jest nie byle kto – jest nią sama bogini, najczęściej Hathor. Wizerunki karmionego przez boginie faraona, wyryte na ścianach świątyń, nie należą do rzadkości. Na Krecie postaciami obnażającymi piersi są słynne „kapłanki z wężami”; uważa się je za karmicielki młodego boga Dionizosa, a raczej jego kreteńskiego odpowiednika o nieznanym imieniu. Wszystko skłania do wniosku, że sens podobnych scen był donioślejszy niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Pokarm bogini – jej mleko –  żywi bogów, władców, zmarłych, dając im moc Tamtego Świata. A skoro boginie są nieśmiertelne czy nakarmieni nimi ludzie także stają się nieśmiertelni?  

Bogini lub kapłanka z wężami, Kreta, Knossos

Oto co pisze znany badacz religii: „Początkowo prawdopodobnie pożywienie, na którym opierało się życie, spożywano w sensie religijnym, tzn. wedle późniejszych pojęć – sakramentalnym… Pierwotna, szacowna potrawa (np. mleko czy miód) stała się pożywieniem bogów czy też potrawą krainy bogów. Mogła jednak sama być traktowana jako boska: wówczas posiłek staje się ofiarą” (Gerardus van der Leeuw, Fenomenologia religii). Do motywu posiłku jako ofiary jeszcze powrócę, teraz jeszcze dodam kilka słów o specyfice mitycznego myślenia, w którym jeden obraz mógł być zastąpiony przez inny za sprawą podobieństwa kształtu czy funkcji. Jeśli zatem w Egipcie na jednym malowidle widzimy faraona karmionego przez boginię, a na innym wprost z wymiona niebiańskiej Krowy – nie dziwmy się. Zastępowalność obrazów nie oznacza rozmycia znaczeń. Przeciwnie. Wciąż pozostajemy w kręgu tej samej intuicji symbolicznej, zaś analogie to norma w mitycznym świcie: kobieta w opowieściach długo pozostawała ekwiwalentem krowy, i wcale nie miało to obraźliwych konotacji, jak dziś. Kobieta = krowa (niebiańska) = pierś = skórzany bukłak = mleko z piersi = chmura = opady deszczu – takie właśnie ciągi swoistej logiki znaczeniowej budowali starożytni! Poprzestańmy na kilku symbolicznych obrazach – bogini Hathor karmiąca mlekiem faraona była przedstawiana w ludzkiej postaci, ale też jako postać ludzka z głową krowy, a jeszcze inaczej jako krowa. Krowa daje mleko. Tak jak kobieta. Krowa (mityczna, niebiańska) ma rogi. Na nocnym niebie widać rogi, gdy księżyc jest w określonej kwadrze. Zatem Tam – czyli w niebie – musi istnieć niebiańska krowa. Wszystko się zgadza, czyż nie? Związek księżyca z krową, z kobietą, z rogiem jest w świecie śródziemnomorskim rozpowszechniony. Pamiętamy może słynne przedstawienia sprzed ponad 20 tys. lat w typie tzw. Wenus z Willendorfu?

Niektóre z figurek trzymają róg zwierzęcia, co może mieć księżycowe konotacje za sprawą podobieństwa rogu do naszego satelity w określonej kwadrze (zachowały się ślady nacięć jakby zaznaczano na rogach fazy księżyca). A może to także prototyp wszystkich baśniowych „rogów obfitości”?  Rogata krowa to częsta postać bogini w Egipcie, tak przedstawiano nie tylko Hathor, ale też np. Izydę. W Sumerze w tym kształcie postrzegano boginię Engillę, w Indiach – Prishni, w Grecji – wspomnianą wyżej Rheę (ale też np. Io). Nieraz występowała z boskim małżonkiem,  czyli Wielkim Bykiem, zapładniającym, pełnym sił witalnych. Rozumiana była jako Pramatka. Co ciekawe, nocna postać, którą rozpoznajemy na niebie za sprawą „rogów” księżyca (poza nimi jest niewidoczna), za dnia przemieniała się wedle wierzeń w… chmurę. Dziś na chmurę mawiamy „baranek” ( skądinąd to także ma prastare symboliczne odniesienia), wcześniej obłok widziano jako jeszcze jeden ekwiwalent krowy. Chmury dają deszcz tak jak krowa daje mleko, a opady deszczu pochodzą z otaczającego sferę ziemską Praoceanu, którego nurt pełen jest mleka! Przynajmniej w pewnych mitach łatwo odnaleźć podobne skojarzenia. W indyjskich tekstach zwanych Wedami  i w innych świętych pismach, deszczowe chmury uważane były za krowy niebiańskie (uraniczne), a Krowa – Chmura to jedna z głównych postaci Pramatki. Nie bez kozery wody rzeczne nazywane były w Indiach „krowami Somy” i jak wierzono brały one początek w górach lub w niebiańskim oceanie. Również wody deszczowe utożsamiano z mlekiem krowim, a także z miodem – stąd wynikało skojarzenie ich z Somą, który jest imieniem bóstwa, ale również nazwą sakralnego napoju, którego skład wciąż jest nie ustalony, a który może właśnie był połączeniem owych mitycznych pokarmów: mleka i miodu.  Miód i mleko to esencja Życia. Życia, którego uosobieniem jest karmiąca Matka, Bogini, żyjący Kosmos (dodam, że Wielkie karmiące Boginie były przedstawiane także w postaci pszczoły, jak słynna Artemida, kwestia ta jednak wymaga osobnego opracowania). Życia tak przepełnionego boskością, że dającego nieśmiertelność, przynajmniej wybrańcom. I o tym, a także o mitycznych zwierzętach opowiem w następnej części.

Z dotychczasowego przeglądu „mlecznych” motywów wynika, że starożytni wyobrażali sobie kosmos jako darzący życiem, dosłownie – KARMIĄCY. To najpewniej z tego spostrzeżenia wyłonił się symboliczny obraz Kosmicznej Krowy jako Karmiącej Pramatki. Ale przecież postacią karmiącą bogów, władców, dzieci i umarłych – wszystkich pochodzących z Tamtego Świata – nie była wyłącznie krowa, choć ona wydaje się motywem najczęstszym. Zdarzają się przecież inne, co oczywiste, biorąc pod uwagę zwyczaje społeczne, klimat czy szerokość geograficzną sprzyjająca danym gatunków, włączanym w mit. Zapewne jako Europejczycy pamiętamy, że w jaskini na Krecie narodził się mały Zeus, którego wykarmiła Amalteja, przedstawiana nieraz jako nimfa, w kobiecej postaci, ale nieraz  jako koza. Nimfy także były istotami z Tamtego Świata, a właśnie takie istoty były szczególnie predysponowane do wykarmienia szczególnych bohaterów: bogów, herosów, królów. A żeby iść konsekwentnie za logiką myśli mitycznej, musimy uznać, że także owo „wykarmienie” musiało dokonać się w Tamtym Świecie, innymi słowy, wykarmiony zaświatowym mlekiem bohater stamtąd czerpie swe niezwykłe moce.

Bogini-z-terenow-anatolijskich-zn.-w-Kultepe-XVIII-w.-p.n.e.-w-typie-Bogin-podtrzymujacych-piersi.-Za-M.-Popko-Wierzenia-ludow-starozytnej-Azji-Mniejszej.

„Karmiącymi” postaciami były także gwiezdne siostry, zwane Plejadami – do dziś nazywamy tak dobrze widoczny gwiazdozbiór. W Indiach zachował się ciekawy mit, przechowujący być może elementy z czasów kultury Harappy (III-II tys. p.n.e.), z drugiej zaś strony ogólną atmosferą przypominający mity Śródziemnomorza. Opowiada  o pewnym bohaterze, zwanym Skandą, którego wykarmiły własnym mlekiem siostry-gwiazdy, właśnie Plejady. Przyszły one  do Skandy na brzeg Wielkiej Rzeki Gangi dzisiejszego Gangesu). Znowu ukazała nam się Wielka Rzeka, tu Ganga, o której Hindusi powiadają, że płynie z nieba – co oczywiście stanowi kolejny przejaw otaczającego ziemski krąg Praoceanu! W całym pasie kultur śródziemnomorskich – a Indie były wówczas w bliskim kontakcie nie tylko z Sumerem, istniały szlaki morskie i lądowe, karawany przemierzały tamten świat, a wraz z nimi opowieści – wierzono powszechnie, że źródła wielkich rzek, nad którymi powstawały centra cywilizacyjne, Nilu, Eufratu, Indusu, biorą początek w Tamtym Świecie, w ogromnym Praocenia, Wielkiej Rzece otaczającej uniwersum. Niebiosa były wtedy postrzegane jako płynne raczej, aniżeli „powietrze” jak w klasycznej mitologii greckiej, dlatego najpierw to łodzie przemierzały Niebiosa, a nie rydwan jak później…

Zróbmy teraz kolejny krok – będzie on związany z mlekiem jako pokarmem kontekście wspólnych uczt i ofiar. Wybrane potrawy otoczono mitycznym nimbem, stawały się z czasem święte, nieraz nabierając cech „sakramentu”. A skoro tak, to pamiętajmy, że święty pokarm łączy się z zaświatami – bo to one zawierają świętość, spożywająca go zaś wspólnota uświęca się w akcie pożywienia, czemu służą szczególne uczty.  Nie ma społeczeństw bez wspólnych uczt! Są istotnym składnikiem kultury. Bywa nierzadko, że właśnie mleko pełniło funkcję łącznika z zaświatami (z Mlecznym Praoceanem), ale także dzięki wspólnym ucztom łączyło każdego uczestnika z całą grupą. Być może, najbardziej wyraziście było to widoczne jeszcze do niedawna w Indiach, zwłaszcza u ludu Todów. O kulcie świętej krowy każdy chyba słyszał, Todowie co prawda nie hodują krów (zebu), ale posiadają święte bawolice, a ich mleko jest ich głównym pożywieniem. Takich ludów nie brakowało i nie brakuje wśród ludzkich plemion, ale najciekawsze u Todów jest co innego – mianowicie pewna specjalna instytucja. Otóż jest nią… mleczarnia, czy raczej obora. Na opiekuna tego ogólnie poważanego przybytku Todowie powołują co jakiś czas kapłana, który jest naznaczony swoistym tabu, nie wolno dotykać ani jego, ani obory; można to robić tylko dwa razy w tygodniu, gdy ludność pobiera mleko z owego świętego przybytku. Również w Indiach, w łonie głównej religii, funkcjonuje świątynia w Karnataki, gdzie kapłani w jej murach doją krowy i rozdają wiernym mleko, które spożywa się uroczyście, jakby było sakramentem. Raz jeszcze Indie okazują się skarbnicą gdzie indziej mocno zmodyfikowanych albo zapomnianych rytuałów. Bo warto przytoczyć fakt, że takie specjalne „mleczne świątynie” istniały niegdyś w czasach głębokiej starożytności, np. w Egipcie faraonów. W świątyniach bogiń karmiących faraonów, jak Hathor czy Izydy, stawiano dwa dzbany z mlekiem na znak ofiary. Istniał tu również specjalny bóg ofiar mlecznych zwany Iaty, przedstawiany z dzbanem mleka na głowie. Także zachowany zabytek z Sumeru sprzed czterech tysięcy lat uzmysławia nam, że niegdyś mleczarnie, udój krów traktowano z prawdziwą czcią.

A skoro padło słowo – „ofiara”, raz jeszcze zacytujmy van der Leeuwa: „Pierwotna, szacowna potrawa (np. mleko czy miód) stała się pożywieniem bogów czy też potrawą krainy bogów. Mogła jednak sama być traktowana jako boska: wówczas posiłek staje się ofiarą”. Posiłek staje się OFIARĄ… Nie zawsze sobie uświadamiamy, że w istocie składane bóstwom ofiary są elementem wspólnego z nimi posiłku. Pożywienie w funkcji ofiary staje się przeto pośrednikiem między obu światami, Tym i Tamtym. Widać to najwyraźniej w czasie świątynnych rytuałów albo rytuałów dokonywanych poza budynkami świątyń, lecz na świętych terytoriach, a takimi są np. cmentarze. Z badań archeologicznych wiemy, jak ważne były ofiary dokonywane na cmentarzach i to od niepamiętnych czasów. A jedną z ofiar było mleko.

W świecie śródziemnomorskim o płynnych ofiarach, zwanych libacjami wspomina np. Homer. Były to najczęściej woda, wino, mleko, miód, czasem oliwa. Ale już z czasów dużo wcześniejszych, z okresu minojskiego pochodzą znalezione na Krecie w okrągłym grobowcu (zwanym tolosem) na cmentarzysku w Furni małe naczynka służące właśnie do takich ofiar. To ok. połowa II tys. p.n.e., jakieś 700-800 lat przed Homerem! W Egipcie zmarłym do grobów dawano dzbany zawierające ważne z punktu widzenia systemu wierzeń płyny, a bóg zmarłych Ozyrys oprócz innych ofiar np. z chleba, dostawał także mleko. Przykładów można by mnożyć, lepiej przyjrzeć się wybranym aspektom ofiary. Mianowicie „mlecznym” konotacjom związanym z obfitością w praktycznym, by tak rzec – ludowym – zastosowaniu. I tak, przykładowo: patronką płodności w Indiach jest m.in. bogini związana z wężami, mianowicie „królowa” węży o imieniu Manasa i – uwaga! – jeszcze dziś wiele kobiet indyjskich pragnących mieć dziecko składa ofiary przed jej wizerunkiem w postaci kobry, a są to głownie miseczki z mlekiem. To prastary, archetypowy gest łączenia węży z obfitością, dostatkiem z jednej, a z mlekiem z drugiej strony –  przypomnijmy zatem motyw pierwotnego kosmicznego Oceanu pełnego mleka, oblewającego ziemię i jego obrazowy ekwiwalent – Kosmicznego Węża. I dodajmy, że w europejskiej kulturze ludowej stawiano miseczki z mlekiem dla polnych węży, aby zapewnić domostwu dostatek (np. na Litwie).  

Ofiara zatem to forma komunikacji z Tamtym Światem. Kontakt zaś bywał groźny, jak każdy kontakt ze sferą sakralną – dlatego wymagał oczyszczenia. I mleko już od najstarszych dziejów pełniło funkcję zmywania skaz. Także ze względu na czynnik, o którym jeszcze nie powiedziałam – o barwę. Mleko jest, jak wiadomo, białe. Symbolika kolorów to doprawdy wielki temat i nie miejsce tu na dogłębną analizę, jednak łatwo orzec, że biel jest związana z czystością. I rzeczywiście, używano mleka w rytuałach oczyszczających, np. przed lub po złożeniu ofiary. Skrapiano nim miejsce złożenia ofiary, ręce ofiarnika, posąg bóstwa. Innymi substancjami do tego przeznaczonymi były np. krew i wino, które zapewne były używane w innym aspekcie rytuału lub w innej jego fazie. Mleka używano także w rytuałach uzdrawiania albo oczyszczania „pacjenta” ze zmazy. Bywało, na przykład w Anatolii, że jeden z kapłanów dokonujących rytu używał naczynia z wodą i ziołami, a drugi z – z mlekiem i z oliwą. Mleko służyło także do wytwarzania napojów przeznaczonych do wypicia, a mających taką samą moc, jak w przypadku działań na zewnętrz „obiektu” – oczyszczania. Najczęściej mieszane było wtedy z innymi istotnymi czynnikami: oliwą, winem, piwem, ziołami. Uczyniona z takich elementów substancja magiczna miała oczyszczać delikwenta wewnętrznie albo chronić go przed złymi mocami.

Warto zwrócić uwagę na pewne właściwości mleka jako po prostu substancji, innymi słowy zapytać: czym jest i jakie jest mleko? Pierwsza odpowiedź nasuwa się od razu – jest płynem. O tym powiedziałam wyżej, wystarczy przypomnieć znaczenie imienia bogini Rhea: od rhei – płynie. Druga odpowiedź także wydaje się oczywista: mleko jest białe. O tym także powiedzieliśmy. Biel objawia między innymi: czystość, duchowość, doskonałość, świętość, mądrość, szczęście, pokój. Nic przeto dziwnego, że w Biblii i w ogóle w kulturze żydowskiej mleko jawi się jako pokarm duchowy, znak czystej, zbawiennej prawdy. Ciekawe, że kamień filozoficzny nazywano nieraz Mlekiem Dziewicy, a było ono synonimem napoju dającego nieśmiertelność. Mając na uwadze powyższe rozważania o mitycznych, kosmologicznych znaczeniach mleka, wiemy dlaczego sięgano po takie porównania… 

Częstokroć w myśleniu mityczno-symbolicznym mamy do czynienia nie tylko z ciągami analogii i homologii, ale z budowaniem znaczeń na zasadach kontrastu, dychotomii albo dopełnień. Nic zatem dziwnego, że mleko bywa kontrastowane np. z krwią. By nie wdawać się w zbyt zawiłe omówienia, wystarczy jeden znamienny przykład: w niektórych kulturach plemiennych odbywały się rytuały inicjacyjne dotyczące chłopców. Dorośli mężczyźni, na czele z ojcami inicjowanych, porywali ich z wioski, czemu towarzyszyła formuła mniej więcej taka: „Do tej pory matka karmiła was mlekiem, teraz ojcowie będą was karmić krwią”. Innymi słowy, chłopcy przechodzili pod pieczę ojców, czemu towarzyszyły często bolesne – co symbolizuje krew – rytuały przejścia. A przy okazji  wyodrębnił się tu wyraziście problem dychotomii – mleko złączone zostało (co zresztą zrozumiałe z biologicznego punktu widzenia) z matką, z kobiecością; krew z ojcem, światem męskim.

Oprócz „płynności” i „białości” mleko posiada jeszcze inne cechy. Zapewne najważniejsza z nich jest taka: otóż mleko w naturze po prostu JEST. To wcale nie takie banalne, jakby się wydawało; zastanówmy się: wino, także obarczane nie byle jakimi konotacjami mitycznymi, magicznymi, rytualnymi, religijnymi, nie zjawia się w naturze od razu gotowe, trzeba je wytworzyć. Podobnie chleb. Mleko natomiast  znajdujemy niejako bez wysiłku, w formie danej; jest zatem DAREM w pełnym słowa tego znaczeniu. Jak miód. Dlatego właśnie te dwie rzeczy mogły się stać synonimem krainy „mlekiem i miodem płynącej”, jako symbole tego co Matka Natura daje sama z siebie. Inna sprawa, że mityczne substancje bywają różnie łączone. „Kraina mlekiem i miodem płynąca” to obraz z obszaru Palestyny, znany w Starym Testamencie, ale mniej osób wie, że u Rzymian, a ściślej u Owidiusza w jego słynnych Metamorfozach, mowa jest o krainie, gdzie: „Rzeki wzbierały mlekiem i winem”… (co prawda, miód pojawia się zaraz w następnym wersie). Rzymianie nazywali zresztą mleko „winem starych ludzi”, a dla porządku uzupełnijmy jeszcze, iż wino było niejako zastępczą formą krwi. Dodajmy, że opis ów odnosi się do znanego z mitologii Złotego Wieku, symbolizującego najlepszy, pierwotny okres ludzkości – to w owym Praczasie rzeki były pełne mleka. Tak jak w ludzkim Praczasie, w niemowlęctwie matka karmi nas własnym mlekiem… Doprawdy nigdy dość przypominania o zasadzie jakiej hołdowali starożytni: „co w górze, to w dole, co w dole, to w górze”. W bardziej uczonej terminologii mowa jest o odpowiedniości między makrokosmosem i mikrokosmosem, do której ciągle dążono w trudzie porządkowania świata. 

Plakietka fajansowa, Kreta

Po tym przeglądzie najważniejszych skojarzeń związanych z mlekiem łatwiej zapewne będzie zrozumieć sens przysłów ludowych, którymi wciąż się posługujemy: „mieć mleko pod nosem” na oznaczenie młodzieńczości, czyli etapu zanim chłopiec stanie się mężczyzną, „chcieć ptasiego mleka” na oznaczenie kogoś, kto ma wszystko, a chce niemożliwego; „płakać nad rozlanym mlekiem”, na powiedzenie o daremnym żalu. Jak się bowiem okazało, mleko to substancja w pełnym tego słowa znaczenia niezwykła – istniejąca gotowa w świecie, w piersiach kobiet, zwierzęcych samic, Bogiń… Pierwotna, stojąca u początku życia, i właśnie dlatego dająca moc, oczyszczająca. Mówiąc nieco żartobliwie: znany współczesny slogan „Pij mleko, będziesz wielki”, jeśli odnieść go do czasów sprzed tysiącleci spodobałby się zapewne niejednemu faraonowi, choć on wskazałby na inne, bardziej mityczne niż dietetyczne powody…

Mleko nie ma już dziś mocy formowania wyobraźni, zbanalizowało się, jak wszystkie święte płyny, zioła, potrawy. Choć jeszcze nawet do II – III wieku n.e. odgrywało niebagatelną rolę w kultach krajów śródziemnomorskich, często była to rola okryta tajemnicą, co dotyczy zwłaszcza kultów misteryjnych, takich jak wtajemniczenia związane z Mitrą lub Attisem toteż siłą rzeczy niewiele da się o nich rzec. Na gruncie zaś cywilizacji chrześcijańskiej rola świętych substancji przypadła winu i chlebowi, pewnie też świętemu olejowi w namaszczaniu królów, mleko odeszło na margines, choć ciągle jeszcze odwiedzana jest mleczna grota, gdzie ponoć Maryja karmiła Pana Jezusa.  W wersji zwulgaryzowanej i użytej przeciwko kobietom w okresie „polowania na czarownice” pojawił się obraz karmiących  swoje koty mlekiem z magicznego,  trzeciego sutka złych wiedźm; w wersji bardziej jeszcze złowrogiej powiadano, że karmią zeń samego Szatana. Cóż, życiodajne, pełne delikatności i wigoru obrazy odchodzą w cień wraz z upadkiem systemów wierzeń, przychodzą inne, a te dawne, przebrzmiałe zostają w baśniach, przysłowiach, dziecięcych wyliczankach. I wbrew wszystkiemu trwają.

Bibliografia:

  1. Joseph Campbell, Mityczny obraz, tłum. A. Przybysławski, T. Sieczkowski, Warszawa 2000.
  2. Mircea Eliade, Aspekty mitu, tłum. P. Mrówczyński, Warszawa 1998.
  3. Władysław Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 2001.
  4. Jan Knappert, Mitologia Indii, tłum. M. Karpiński, Poznań 1996.
  5. Gerardus van der Leeuw, Fenomenologia religii, tłum. J. Prokopiuk, Warszawa 1997.
  6. Jadwiga Lipińska, Marek Marciniak, Mitologia starożytnego Egiptu, Warszawa 1977.
  7. Manfred Lurker, Bogowie i symbole starożytnych Egipcjan, tłum. A. Łukaszewicz, Warszawa 1995.
  8. Kazimiera Mikoś, Boginie deszczu, Kraków 1997.
  9. Stefan Nowicki, Rytuały oczyszczenia na starożytnym Bliskim Wschodzie, Kraków 2013.
  10. Krystyna Łyczkowska, Krystyna Szarzyńska, Mitologia Mezopotamii, Warszawa 1981.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *