Najbardziej podstawowy czynnik w Naturze, rdzeń wszelkich istot, warunek życia, składnik, bez którego żadne żywe stworzenie nie mogłoby funkcjonować – o czym mowa? Oczywiście o wodzie! Zwykłej, zdawałoby się wodzie, którą pijemy, której używamy co dnia i która w naszym bytowaniu wydaje się czymś tak oczywistym, że w XXI wieku rzadko zastanawiamy się nad jej niezbędnością, a tym mniej rozmyślamy o jej pradawnej symbolice. Inaczej jednakże było w przeszłości. Mało jest substancji, która obrosła w tak doniosłe i powszechne na całym świecie skojarzenia mityczne, symboliczne, rytualne, jak właśnie woda.
Zaczniemy nasz przegląd od najstarszych wyobrażeń wody uchwytnych w zapisach i przedstawieniach plastycznych, mając na uwadze zarówno najszersze kręgi znaczeniowe o wadze wręcz kosmologicznej, a kończąc na zwyczajach ludowych i ludycznych, których podglebie wierzeniowe jest już niemal całkowicie zapomniane. Innymi słowy „portret” wody nakreślimy w porządku chronologicznym, ale i przestrzennym, stopniowo zbliżając się do najbliższej nam polskiej kultury ludowej.
A zaczniemy od najstarszych i największych centrów cywilizacyjnych starożytnego świata – od Egiptu, Sumeru, Indii i kultur egejskich, przedgreckich, sięgających III tys. p.n.e. (choć oczywiście, zwłaszcza po odkryciach archeologicznych na terenie dzisiejszej Turcji wiadomo, że pojęcie „stare cywilizacje” musimy cofnąć o ładnych parę tysięcy lat).

Łatwo zauważyć, że wiele centrów cywilizacyjnych powstało nad wielkimi rzekami: nad Nilem, Eufratem i Tygrysem, Gangesem i Indusem. Nic w tym dziwnego. Podobnie zresztą rzecz się miała w przypadku ziem polskich: pierwsze osady odnajdowane przez archeologów, – związane np. z ludami tzw. kultury ceramiki wstęgowej, które doszły na obecne ziemie polskie zza Karpat, znad Dunaju i które przyniosły umiejętności rolnicze – również powstawały w dolinach rzek. Rzeka, woda musiała z całkiem prozaicznego powodu być w pobliżu osad. Nic w tym tajemniczego. Tajemnicze jest raczej to, że w myśleniu naszych przodków rzeczy zdawałoby się banalne, oczywiste, praktyczne przybierały równoległe znaczenia na wyższym, symbolicznym poziomie. Tak właśnie stało się z wodą.
To dlatego w każdej ze wspomnianych wyżej kultur Wielka Rzeka płynęła także w Innym Świecie, w świecie wyższym, boskim, w niebiosach, nawet więcej – tam, w niebiosach brała swój początek. Tak wierzono w Egipcie – „zwykły” Nil miał swój niebiański odpowiednik pośród gwiazd. Tak sądzili przodkowie Hindusów – że Ganges jest odbiciem niebiańskiej Gangi, rzeki bogów. I oto rzeka nabrała cech sakralnych – spływa wszak na naszą ziemię wprost z nieba. Żeby pojąć jak taka analogia była możliwa, musimy zdawać sobie sprawę jak wyobrażano sobie budowę uniwersum, strukturę świata. Zachowały się ryty na kamieniu, zachowały się także opowieści mityczne i na tej podstawie możemy sądzić, że świat jawił się np. Sumerom jako przestrzenna kula, pocięta płaszczyznami, z których jedną jest ziemia, na której bytujemy, pod nią rozciąga się teren pod-ziemią, a nad nią – strefy niebios (najczęściej kilka, np. siedem; tak stary rodowód ma potoczne powiedzenie o „siódmym niebie”. Sama liczba jest liczbą znanych w starożytności ciał niebieskich: słońce, księżyc i pięć planet). Całość zaś owej kuli otacza Wielka Rzeka, nazywana Okeanosem przez Greków, którzy wiele odziedziczyli po starszych kulturach i wcale się tego nie wypierali. Jak łatwo zauważyć, wody Wielkiej Rzeki, otaczające kulę uniwersum stała się Granicą Świata. Także w świecie ziemskim rzeki często stawały się granicami domen i być może nie tylko z pragmatycznych powodów, ale też w związku ze znaczeniami symbolicznymi, jakie rzekom przypisywano. Nikomu zapewne nie trzeba przypominać o greckiej rzece Styks znanej z mitów, która oddziela świat żywych od świata umarłych.

Ale to nie wszystkie konsekwencje powstałe w wyniku przyjętego obrazu świata. Święte wody Wielkiej Rzeki otaczającej świat i biorącej początek w górze, nabrały cech sakralnych właśnie za sprawą owego Początku. W myśli egipskiej, sumeryjskiej, indyjskiej Ziemia wyłoniła się z Prawód, w pierwszej wody. Egipcjanie zwali wzgórek wyłoniony z Wody benben. Kształt piramid oraz sumeryjskich zikkuratów miał odwzorowywać właśnie ów pierwszy ląd, na którym poczęło się Życie. Budowle sakralne w dawnych kulturach zawsze naśladowały kształt mitycznych, boskich, świętych kształtów, niejako „transmitując” ich świętość w świat ziemski, ludzki. A skoro rzekło się o zikurratach, to warto dodać, że miały one kilka stopni, często siedem – dokładnie tyle, ile jest sfer kosmicznych – i były otoczone kanałami wodnymi lub stały w pobliżu rzek; innymi słowy budowla miała oddawać budowę kosmosu i właśnie dlatego była święta. To archetypowe analogie, typowe dla myślenia mitycznego, wyrażające się w próbach „złapania” w naszym świecie świata wyższego, a przejawiające się w dziełach sztuki, architekturze, plastyce, oraz w mitach (choć nie zawsze dotarł do nas przekaz całościowy ze względu na zniszczenia, czas, fragmentaryczność odkryć archeologicznych, etc.). Przejawem „chwytania” świętych wód w sferze ziemskiej są drobniejsze elementy architektoniczne – mam na myśli baseny przyświątynne. Ludy zamieszkujące ziemie pomiędzy potężnymi rzekami („Mezopotamia” znaczy właśnie: między rzekami) dzieliły wody na „dobre”, słodkie wody zwane abzu i „złe” gorzkie wody. Rytualne baseny w świątyniach konstruowanych jako model świata zawierały owe dobre wody. Zachowały się resztki basenów, nierzadko z płaskorzeźbami przedstawiającymi boskie istoty. A skoro tak, czas powiedzieć o bogach i mitycznych istotach związanych z wodami. W Sumerze za sferę wód („dobrych”) odpowiadał bóg Enki, uważany za mędrca. Jego odpowiednikiem babilońskim był bóg Ea. Każdej sferze i aspektowi świata odpowiadał konkretny bóg, a z etymologii ich imion można wysnuć fascynujące wnioski! Zauważmy zatem, że w języku sumeryjskim „woda” to „a”, zaś owo krótkie słówko znajduje się w imieniu boga wód i w nazwie oceanu „dobrych wód” – abzu, a jeszcze w nazwie pewnych mitycznych stworzeń – ap-kallu. Apkallu, co znamienne, często rzeźbieni na rytualnych basenach, to mityczne istoty na pół ludzkie, na pół rybie, które przypłynęły z Pierwotnych Wód i przyniosły ludziom znajomość najważniejszych umiejętności, to więc rodzaj herosów kulturowych, a także prototypy siedmiu mędrców (przy okazji raz jeszcze pojawia się motyw łączenia mądrości, wiedzy z wodami, do czego jeszcze powrócę).

W mitologii hinduskiej mamy mityczne istoty, boginki rzeczne, a nazywano je ap-sarasami, w egipskich wierzeniach zaś pojawia się istota wężowa zwana Ap-opis. Innymi słowy, jeśli podobieństwa systemu wierzeń potwierdzają inne zbieżności, w tym imion istot boskich, to możemy z większa pewnością przyjąć teorie o łączności kulturowej i wzajemnych kontaktach na ogromnych przestrzeniach! Tymczasem dodajmy, że baseny spotykamy także przy świątyniach egipskich, choćby w Karnaku, tyle że większe, co można humorystycznie skwitować, że w państwie faraonów wszystko musiało być większe, monumentalizm jest rysem cywilizacji znad Nilu. A jednak przekaz wydaje się podobny. A dotyczy to również cywilizacji Indusu, gdzie odkryto wielki basen w Mohendżo Daro i mniejsze miejsca z wodą. I mimo upływu czasuwciąż można znaleźć podobne zbiorniki w świątyniach hinduskich, zwłaszcza na południu w krajach tamilskich, gdzie mamy do czynienia i z wielopiętrowymi, najczęściej dziewięciostopniowymi świątyniami. Baseny spotkamy również na Krecie w pałacach-świątyniach pochodzących z okresu kultury minojskiej, współczesnej egipskiej i mezopotamskiej. Baseny na Krecie mają prostokątny kształt i kilka stopni sprowadzających na dno. Uważane są za baseny puryfikacyjne, czyli miejsca, gdzie dokonywano rytualnych oczyszczeń przed uczestnictwem w obrzędzie. Pomijając tezy niektórych badaczy, że konstrukcje owe nie musiały być zawsze basenami, że niektóre były miejscami „najświętszymi ze świętych” (tzw. adytony), to pojawia się tu kwestia oczyszczeń. I znowu rzecz banalna przekształca się w rzecz wyższego rzędu – woda służy do mycia, sprawa oczywista, ale specjalna woda, woda „schwytana” z górnego świata służy do oczyszczeń rytualnych, czyli nie-zwykłych. Zmywa nie brud materialny, jak „zwykła”, nie wyodrębniona woda, lecz brud duchowy, zmazy przewinień. Bliskie to znanej nam tradycji chrześcijańskiej, a sięga tysięcy lat wstecz! Ale według mnie nastąpiła jednak zmiana znaczeniowa i nastąpić musiała, ze względu na kontekst religijny. Nawet intuicyjnie można zauważyć, że woda w basenach przyświątynnych prastarych kultur, w których rządził mit, była święta już przez sam akt wydzielenia jej, ponieważ pochodziła ze świętego, niebiańskiego świata. Woda zaś w naszych kościołach, w chrzcielnicach jest święta nie „sama z siebie”, lecz za sprawą uświęcenia jej przez kapłana. To nie sama woda ma kontakt z sacrum, to kapłan go ma i przekazuje rzeczy uświęcanej. Przy okazji warto zauważyć, że wczesne baptysteria chrześcijańskie były rodzajem basenów służących do zanurzenia całego nagiego ciała. Nie wystarczyło skropić chrzczonego kilkoma kropelkami… Lecz – co również trzeba podkreślić – motyw oczyszczający pozostał, woda z chrztu zmywa „brud” grzechu pierworodnego, jak niegdyś zmywała innego rodzaju moralne bądź rytualne zmazy.

Ponieważ wyobrażenia symboliczno-mityczne wędrują, rozgałęziają się w ustawicznym poszukiwaniu form, trzeba czasem łączyć wątki, by nie oddzielać sztucznie tego, co widziano razem, toteż musimy raz jeszcze, acz z innej strony, przyjrzeć się wodzie jako substancji Początku. Podstępnie można zapytać: jak to się dzieje, że woda, zwłaszcza w aspekcie „wody życia” (powszechnie znanym choćby w Europie) niemal zawsze wiązana jest z postaciami kobiecymi? Także tu wykryjemy związek z „pierwotnością” – lecz teraz akcent położony zostanie na początek biologicznego życia, czyli po prostu… na poród! To kobiety rodzą, a narodzone dziecko przychodzi na świata w „towarzystwie” wód płodowych. Pilnym obserwatorom, jakimi byli nasi przodkowie dało to wiele do myślenia i stworzyło cały kompleks mityczny. Ale po kolei!
W powszechnym mniemaniu postaci kobiece zazwyczaj łączone są z ziemią poprzez prostą analogię: ziemia rodzi rośliny jak kobieta rodzi dziecko. Pamiętać jednak należy, że ziemia, podziemie zawsze w mitach łączona jest z wodami, a ściślej: z podziemnymi wodami (uczenie powiada się o aspekcie akwatyczno-chtonicznym). Na dowód przywołać można chociażby mezopotamską boginię Bau, skądinąd związaną z ziemią, lecz będącą matką pana wód abzu – Enkiego. Podobne imię nosi indyjska Bhu, bogini bytująca na dnie oceanu, wyłaniająca się z jego pierwotnych wód z błękitnym lotosem w dłoniach. Tego typu boginie przedstawiano często z szeroko rozstawionymi nogami, nieraz ukazywano je w pozycji odwróconej, jakby rodzące ku górze. Taka pozycja nazywana bywała bau jeszcze w czasach greckich, a przekaz jest oczywisty – z pomiędzy żeńskich ud wychodzi życie; wychodzą także wody. Zatem – bogini „rodzi” wody, podobnie jak dziecko, jest ich twórczynią. Z czasem motyw wysubtelniał i zmienił się w kształt kobiety trzymającej puchar z Wodą Życia.
Zatem najpierwotniejszy fakt, że dziecko przebywa w wodzie (w wodach płodowych) stał się najpewniej podstawą mitologicznych obrazów kobiet strzegących pucharu z wodą, opiekunek źródeł, rzecznych boginek, etc. Takie obrazy są najstarsze, dopiero z późniejszych czasów pochodzą przekazy łączące z wodami postacie męskie, co zapewne ma związek z przemianami społecznymi, choć może być również wynikiem subtelnych odcieni znaczeniowych, które prawdopodobnie są już dla nas nieuchwytne. Weźmy archetypowy symbol Wodnika w postaci męskiej, widzianej jako wylewającego wodę w dół. Otóż właśnie! Boginie z pucharami z wodą życia zdają się czerpać wodę z podziemi, ich woda pochodzi jakby „ze spodu” wielopiętrowego uniwersum, tymczasem Wodnik wylewa wodę z góry, a jest to stary obraz, by przywołać indyjską nazwę związaną z bogiem Wisznu przedstawionym jako Wodnik z wazą w dłoni – otóż ów atrybut, waza, nazywa się kalasa. Pewne zaś sumeryjskie bóstwa nazywały się kall i miały charakter wodny w sensie, o jakim jeszcze nie było mowy – chodzi o deszcz (naukowo powiada się o aspekcie pluwialnym). Woda przecież nie pojawia się w świecie pod jedną postacią – bywa woda morska (zła), rzeczna, której już poświęciliśmy sporo uwagi, bywa źródlana i bywa woda lejąca się z nieba, czyli deszczowa. Uogólniając można rzec, że z rzekami oraz źródełkami częściej łączono postaci kobiece, zaś z deszczowymi, burzowymi – męskie (rzecz jasna, nie jest to absolutna reguła, bo takowej w myśleniu mitycznym nie ma).

Istnieją jeszcze wody, o których napomknęłam wyżej. „Złe”, gorzkie wody, przeciwstawione już w czasach Sumeru słodkim wodom abzu. To wody morskie, nie nadające się do picia, gorzko-słone, niebezpieczne. Nic zatem dziwnego, że największą galerię potworów znajdziemy w powiązaniu z morzem i to do niedawnych czasów, gdy wierzono, że na morskich śmiałków czeka w otchłani straszliwy Kraken. W Sumerze straszliwym przeciwnikiem bogów była Tiamat, nieraz przedstawiana jako smok. Czas przeto, by przyjrzeć się wodom pod innym kątem i zbadać, jakie postaci z nimi wiązano, powiedzieć o potworachpierwotnych, przedstawianych w postaci węży i smoków. O Tiamat, potworze pokonanym przez boga Marduka wspomniałam, a podobny stwór żył na wybrzeżach palestyńskich, a jego imię brzmiało Jama. Był to smoczo-wężowy potwór, miał siedem głów i symbolicznie ucieleśniał słone wody, dokładnie jak Tiamat. Przypomnijmy jeszcze wielogłową hydrę z morskiej zatoki koło Lerny, którą pokonał grecki heros Herakles, a będziemy mieli niemal komplet prototypów naszych siedmiogłowych smoków! Ten rodzaj istot to w rzeczywistości nie po prostu potwory, ale uosobienie Chaosu, ich pokonanie zaś jawi się jako czyn ustanawiający świat, czyli Porządek, bo to właśnie znaczy etymologicznie słowo kosmos. Jednak w mitach natkniemy się na ich kuzynów odpowiedzialnych za to, że we własnych ciałach uwięziły dobre wody w stworzonym już świecie. W egipskim hymnie do Amona pojawia się wąż Naka, związany z Otchłanią, którego bóg Amon-Re przebijając włócznią, zmusił do oddania tego, co pochłonął – wody. By zrozumieć ten obraz, trzeba uwzględnić zjawisko związane z Nilem, czyli cykliczne wylewy nawadniające pola. Wraz z wylewami odradzał się kraj, wszakże, gdy wody brakowało, zadawano sobie pytania, gdzie się zapodziała?! Pamiętajmy, że wiele zdawałoby się fantastycznych opowieści ma przyczynę w próbach wytłumaczenia sobie zjawisk naturalnych; i stąd zapewne wziął się bezlik opowieści o wodach uwięzionych przez smoka lub ogromnego węża w środku mitycznej góry i o bohaterach, którzy, jak Amon-Re, muszą pokonać go, aby oddał, co ukradł najcenniejszego. Wodę. Spotkamy podobny motyw w Grecji, Anatolii, Indiach. A przy okazji Indii, warto zauważyć, że ważne rdzenie wyrazowe bywają podobne czy to za sprawą kontaktów, czy sięgając niepamiętnych czasów, kiedy języki były mniej zróżnicowane, a ludy niosły je ze sobą na odległe tereny w ciągu setek lat i pokoleń; otóż imię egipskiego węża Otchłani brzmi Naka, a w Indiach wężowe istoty strzegące wód nazywano niezwykle podobnie – Naga. Dodajmy, że w Sumerze wyraz nag ma związek z wodą i znaczy „podlewać”, a nagia to siatka na ryby.

Węże bardzo często w mitach mają związek z wodami, także podziemnymi. Pierwsi herosi, czyli przodkowie naszych baśniowych rycerzy, walczyli pierwotnie o wyzwolenie wód, albowiem to ona była największym skarbem. A skoro już padło to słowo „skarb”… Owszem, pierwszym skarbem w najstarszych mitach jest woda, lecz przybierała ona postać przedmiotu z nią utożsamionego – na przykład pucharu, w którym wodę przechowywano. Wszak woda sama w sobie nie ma żadnego kształtu… I oto w podziemnej Górze baśniowy smok nie chowa już wody, ale puchar. Woda, następnie woda w naczyniu i wreszcie sam puchar stał się przedmiotem „magicznym” i tym samym celem najpierw boga, potem herosa, w końcu bohatera-rycerza. Acz puchar multiplikował się i oto smoki w baśniach pilnują nie jednego, choćby i szczerozłotego pucharu, lecz wielu skarbów, jak niezapomniany Smug z „Hobbita” R.R. Tolkiena. Ale w czasach, kiedy powstawały opowieści Greków, smok pilnował jeszcze wody lub źródła, a heros musiał go pokonać. Tak czyni założyciel greckich Teb Kadmos. Już nie uwalniał z niewoli wód kosmicznych, ważnych w skali całego uniwersum, jak egipski Amon-Re, sprawiał jedynie, że źródła wody w zakładanym nowym mieście stawały się dostępne dla ludzi. Motyw ma rozmaite warianty – przywołajmy jeden z nich, by ujawnił się nowy rys.

W mitach Europy karzeł (czasem występujący pod postacią szczupaka) o imieniu Adwarim strzegł skarbu i magicznego pierścienia w wodach rzeki, a został pokonany przez podstępnego boga Lokiego. Loki to bóg normański, a powyższy motyw stał się kanwą przekazów o słynnych Nibelungach. Wody stają się tu miejscem przebywania skarbu oraz jego strażnika, którym nie jest smok, ale inna niecodzienna postać quasi-mityczna: karzeł potrafiący zmieniać kształt. Z kolei w opowieściach arturiańskich występuje pani wód, Dama z Jeziora i to ona strzeże magicznego miecza króla Artura, Eskalibura, to ona daje Lancelotowi magiczny pierścień oraz lancę. Jeszcze w innych przekazach łączących wodę i skarb pojawia się Król Węży z koroną na głowie, zamieszkujący studnię, i z takimi właśnie opowieściami spotkamy się na ziemiach polskich. Zapewne wszyscy pamiętamy także baśń o warszawskim bazyliszku, a podobne znajdziemy również na Śląsku. Niedawno jeszcze opowiadano o piwnicy pewnego domu w Świdnicy, gdzie w głębokiej studni żył straszliwy bazyliszek, porywający dziewczęta, którego pokonał młody człowiek, stosując podstęp ze zwierciadłami – otóż naszyte na ubranie lusterka, ukazując potworowi jego własne odrażające, straszliwe oblicze spowodowały, że skamieniał. Oto przykład żywotności prastarych opowieści! Przecież identyczny motyw znajdziemy w micie greckim o Gorgonie i Perseuszu, micie tysiące lat starszym! Tak. Mity i legendy związane z wodą zdają się najstarsze w dziejach, najbardziej uniwersalne, niezapominane. Ostatecznie Woda to jeden z żywiołów, a jednocześnie najbardziej podstawowa esencja życia, o czym jeszcze powiem w drugiej części opowieści.
Czas, aby zająć się wodą w nowym ujęciu, mianowicie odkryć, co dzieje się pod jej taflą. Wodę łatwo spersonifikować, „ubrać” w rozmaite formy, jako że sama jest bezkształtna, toteż liczni bogowie związani z wodą różnią się między sobą, sumeryjski Enki lub grecki Achelloos, bóstwa morskie w typie Posejdona, bóstwa-potwory jak Tiamat, smoko-wężowe hybrydy, jak niezliczone stwory z mitów, podobni do tzw. Starców Morskich, jak grecki Nereus. Te ostatnie są wodą, upostaciowiają ją. Inne boskie istoty wody strzegą, a wtedy występują nie jako personifikacja samej wody, lecz jej wyabstrahowanych mocy. Oto kilka przykładów: u irlandzkich Celtów świętej wody w studniach strzegła piękna Seghais, lecz to, że stała na straży wód to nie wszystko – jeśli obdarzyła kogoś miłością, stawał się niezwykle mądry (do zagadnienia łączenia wody z mądrością niebawem powrócę). Na angielskiej ziemi źródeł wodnych w Bath także strzeże kobieca postać, Sulis, jednak na modlę grecką i rzymską przedstawiana była z obliczem Gorgony, której spojrzenie zamieniało w kamień; mamy tu do czynienia z akcentem na niebezpieczeństwo łączone z wodami, a nie ich piękno lub mądrość. Kobiece postacie napotkamy też w legendach północnej Europy, w których strażniczkami świętych źródeł Urd, wypływających spod Drzewa Świata Iggdrasila są boginie losu, Norny, co wskazuje na kolejny atrybut łączony z wodami, mianowicie na ich wymiar wróżebny. Strzegących wód postaci jest oczywiście znacznie więcej i były one obecne również w naszej, słowiańskiej tradycji, jednak ich imiona uleciały z czasem. Niektórzy powiadają, że w znanej opowieści o Wandzie „co Niemca nie chciała” i rzuciła się w nurt Wisły, kryją się echa przekazów o bogince wodnej lub strażniczce wód.

Jednak zauważmy, że pewne postacie w wodach po prostu przebywają. Z greckich mitów wiemy o wspaniałym pałacu Posejdona i jego małżonki Amfitrydy, o niezliczonym orszaku nereid żyjących w morzu, z drugiej strony zaś znamy przekazy o syrenach wodzących śpiewem marynarzy na manowce. I w tym miejscu przyda się uwaga: otóż syrena w greckiej sztuce przedstawiana była jako kobieto-ptak, wcale nie jak kobieto-ryba! Bajkowe syrenki i najsłynniejsza z nich stojąca w Warszawie w pobliżu Wisły kształt zawdzięczają nie syrenom, lecz greckim nereidom i Trytonessie – pół-ludzkiej i pół-rybiej podwodnej bogince, zaś wzorowanych na tych ostatnich „syrenek” czy Panien Wodnych jest sporo w polskiej sztuce plastycznej, już to u stóp świętego Krzysztofa przekraczającego rzekę z małym Jezusem na ramieniu, już to w herbach obudowanych szlacheckimi legendami o początkach rodu. W przekazach ludowych funkcjonują też istoty odmiennego rodzaju. Wodne demony, niektóre niegdyś będące ludźmi. W stawach, jeziorach, rzekach spotkamy zatem boginki wodne, rusałki, mamuny i liski, można je zobaczyć, jak wychodzą na brzeg w określone noce, aby na brzegach prać odzienie albo tańczyć, zwłaszcza majową porą, gdy trwał Tydzień Rusałek. Zapuszczają się niekiedy do wsi i zamieniają dzieci; we wsiach takie wymienione dzieci nazywano „podciepami”. Najsłynniejszym jednak stworem wodnym jest, zwłaszcza na Śląsku, utopiec, topik, wodnik; nazwy są rozmaite. Co określa tę klasę wodnych istot, utopców, topielic? Otóż są to zwyczajni ludzie mający nieszczęście utopić się w nieodpowiednim czasie (w znaczeniu czasu rytualnego). Czas ludzkiego życia został bowiem uporządkowany w cykle rozdzielone obrzędami, zwanymi obrzędami przejścia, a najważniejszymi były narodziny, zaślubiny, śmierć. Jeśli panna utopiła się, zanim wyszła za mąż, miała wielkie szanse stać się rusałką albo topielicą, dlatego że cykl życia został naruszony, przerwany. Śmierć niezwykła, tragiczna, przedwczesna, w tym śmierć w wodzie wywoływała „zaświatowe” konsekwencje, naruszając Odwieczny Ład. Przypomnijmy (p. I część artykułu) niemal uniwersalne mityczne przeświadczenie, że ocean lub przedwieczna Wielka Rzeka opływa wszystkie sfery uniwersum, a wody widoczne na powierzchni ziemi są zaledwie miejscami jej wypływu. Innymi słowy, Wody znajdowały się na styku Tego i Tamtego świata, w pęknięciach, na granicach, a każda substancja tak postrzegana nosiła cechy ambiwalentne. Albowiem coś, co nie przynależy w pełni do określonej strefy, lecz sytuuje się pomiędzy, jest nieokreślone, niejasne, zatem niebezpieczne, jest tabu lub jak to określa się w etnologii, jest mediacyjne. Woda jest mediatorem, jako pochodząca trochę stąd, trochę stamtąd. Dlatego powszechnie jest używana do obrzędów oraz wróżb i to od najdawniejszych czasów. W starożytnej Grecji, np. w Delfach, w okrągłych pomieszczeniach trzymano węże, mitycznie związane z wodą, dlatego że lubiły pomieszkiwać w grotach, a wilgotne groty i istniejące w nich źródełka, rozlewiska, podziemne rzeczułki były uważane za miejsca styku ziemi z podziemnym Oceanem. Trzymano zatem węże przy świątyniach, gdyż jednym ze zwyczajów starożytnych był charakterystyczny sposób wróżenia: mianowicie do kadzi z wodą wrzucano węże i z tego, jak poruszały się wyczytywano znaki na przyszłość. Dlaczego do wody? Otóż objawia się znacząca cecha wody, o której wyżej napomykałam. Woda jest „pierwszą materią” (materia prima) i jako taka z konieczności zawiera w sobie nie tylko zarodki życia, ale i zarodki mądrości; uważano przecież, że pierwsze jest zarazem najbardziej istotne. W zmodyfikowany sposób uważano tak jeszcze w IV w. p.n.e., kiedy rodziła się grecka filozofia przyrody i Woda była uważana za podstawę bytu, za arche. W myśleniu mitycznym, które wszak jest podłożem filozoficznego, wodę (a raczej jej spersonalizowane wcielenia) uważano za wcielenie mądrości jako istniejącą u początku świata. Nic dziwnego, że w wodzie szukano odpowiedzi! Oprócz techniki „wężowej”, używano innych, na przykład Sumerowie do naczynia z wodą lali oliwę, aby poznać przyszłe losy. Cóż, czyż nie przypomina to naszych andrzejkowych zwyczajów, gdy lejemy na wodę wosk? Tysiące lat, a zwyczaje „magiczne” trzymają się dobrze…

Woda używana była także w wyroczniach umarłych. Człowiekowi pragnącemu ujrzeć bliskich zmarłych kapłani podstawiali pod oczy naczynie z wodą, by wpatrywał się weń w skupieniu. Przecież poprzez wodę widać więcej, gdyż przesiąka do naszego świata z Tamtego, z zaświata, jest oknem na boski wymiar! Raz jeszcze wspomnijmy Tolkiena, świetnie znającego mity Europy, który pięknie wykorzystał identyczny motyw w scenie, gdy królowa Elfów proponuje Frodowi spojrzeć w lustro wody.Słowo lustro padło nieprzypadkowo – otóż kilka przedmiotów stało się ekwiwalentem wody, a jednym z nich jest właśnie lustro, magiczne zwierciadło, którego tafla przypomina gładką toń jezior i stawów. Co ciekawe, lustra wkładano do grobów np. na minojskiej Krecie, jakby poprzez lustro analogicznie jak poprzez wodę, można było dostać się do krainy zaświatu.
Woda obecna była także w obrzędach magicznych. Systemy magii były rozpowszechnione w całym pasie kultur śródziemnomorskich, a jeden z najbardziej rozwiniętych istniał w hetyckiej Anatolii, gdzie działały tzw. Staruchy – zapewne prototyp „czarownicy”. Staruchy używały wody w różny sposób, np. do odczyniania, kiedy przy wtórze zaklęć usuwano z „pacjenta” zły czar, oczyszczano z uroku. Choroby długo uważano za efekt złego czaru lub duchowej czy moralnej ułomności, a woda, jak już wiemy, ma moc oczyszczania nie wyłącznie w dosłownym sensie. Woda nie tylko zmywa, pozwalając pozbyć się niepożądanego elementu – woda także tworzy element pożądany, zmienia stan na lepszy, wyższy, bardziej zaawansowany. To właśnie istota chrztu. Najbardziej znany chrzest to oczywiście chrzest Jezusa w rzece Jordan. Pamiętajmy jednak, że historycznie rzecz ujmując, nie był to precedens. Obmywania i kąpiele rytualne dokonywane były w Egipcie w kulcie Izydy, na minojskiej Krecie i zapewne w wielu kultach misteryjnych. Rytualne kąpiele były zwyczajem sekty mandaitów, którzy powoływali się na Jana Chrzciciela, były także, jak uważają niektórzy badacze, stosowane na ziemi judejskiej w klasztorze w Qumran.
Zwyczajowych kąpieli, o odmiennej symbolice, zażywali nasi pogańscy przodkowie w wodach rzek i jezior, gdy wraz z wiosną nastawał nowy czas. Woda musiała być „ogrzmiana”, czyli zostać oczyszczona przez niebiański ogień pierwszego grzmotu wiosennej burzy. Służyła także do miłosnych wróżb, kiedy to panny rzucały w płynący nurt wianki oraz do odczynień, podobnych do dokonywanych setki lat wcześniej przez hetyckie Staruchy. W swoistej „magii naturalnej” służyła też do pokropień, na przykład drzewek na wiosnę, by rosły zdrowe i silne, jakby w gospodarskim zabiegu miała użyczyć im „wrodzonej” sobie życiodajności. Rzecz jasna, rozróżniano wody „lepsze” i „gorsze”, te lepsze były wodami płynącymi, czyli żywymi, dlatego ceniono najbardziej wody źródeł; wody stojące, zastane, nieporuszające się, jak na mokradłach lub w bajorkach uważano za złowróżbne.

Woda również w obrzędach chrześcijańskich pełni doniosłą rolę, nie jedynie w chrzcie. Warto zastanowić się nad kamiennymi pojemnikami znajdującymi się przy wejściach do kościołów. Usytuowane są wszak na granicy dwóch światów – profanicznego, z którego przychodzimy i sakralnego, do którego zamierzamy wkroczyć, lecz zanim to nastąpi zanurzamy dłoń w poświęconej wodzie, aby uczynić znak krzyża. A gest pokropienia wodą, kto wie jak dawnych czasów sięgający, ma miejsce w naszych świątyniach przy okazji specjalnych dni. Świętość wody, choć zmieniona czasem i kontekstem, wciąż nam towarzyszy.
Czymże zatem w mitycznym, religijnym, legendarnym, czyli poza pragmatycznym aspekcie jest woda? Jest tworzywem świata, jednym z czterech żywiołów (obok ziemi, powietrza i ognia). Jeszcze w Biblii znajdziemy passus, że Duch Boży unosił się nie gdzie indziej, lecz „nad Wodami”. Stanowi granice całego uniwersum jako Wielka Rzeka, Okeanos. W swym kosmogonicznym aspekcie jawi się jako „dobra” i „zła”, a zła uosabiana była w postaci „potwora” Tiamat lub żydowskiego Lewiatana. Nawet w polskiej tradycji ludowej dobry świat powstał, gdy Panbócek (tak nazywa się Pana Boga, w zapisie fonetycznym) rzucił garść ziemi na wodę; zaś miejsca „złe” pojawiły się, gdy diabeł, nieudolnie Boga naśladując utworzył pustkowia i moczary, czyli tereny obce, nie nadające się do zamieszkania.

Życie zrodziło sięz wody, lecz nie tylko dlatego, że stworzyła ona podstawę, jak w obrazie egipskiego wzgórza benben. Woda zrodziła życie dzięki obserwacji, że dzieci na świat przychodzą otoczone wodami płodowymi. W antropologicznym sensie obraz dziecka w łonie pełnym wody jest w mikrokosmosie odbiciem obrazu makrokosmicznego, to jest kosmosu, ogromnej całości tak samo otoczonej wodami pierwotnymi, „płodowymi”. Co na górze, to na dole, co na dole, to w górze… Toteż woda per se nabrała cech żyworodności i dlatego w zasobach mitycznych metafor, opowieści i symboli nie brakuje motywu złotych zarodków życia pływających w wodzie albo Jaja Kosmicznego unoszącego się na wodach, a zawierającego esencję wszelkich rzeczy.
Woda stanowi granicę światów i dlatego np. Styks nabrał wielkiego znaczenia mitycznego, a przeprawa przez nie stała się synonimem umierania. Dlatego niektóre obrządki pogrzebowe polegały na złożeniu umarłego do lodzi i puszczeniu jej na fale, dlatego też urządzano cmentarzyska na wyspach opływanych falami, jak np. Psira u brzegów Krety.
Ze wszystkich wymienionych powodów woda stała się substancją cudowną. Nie ma drugiej „rzeczy” na świecie, która obrosłaby tak rozbudowanymi skojarzeniami, opowieściami, obrzędami. Woda jest samym Życiem.
Bibliografia:
- Joseph Campbell, Mityczny obraz, tłum. A. Przybysławski, T. Sieczkowski, Warszawa 2000.
- Mircea Eliade, Aspekty mitu, tłum. P. Mrówczyński, Warszawa 1998.
- Władysław Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 2001.
- Jan Knappert, Mitologia Indii, tłum. M. Karpiński, Poznań 1996.
- Jadwiga Lipińska, Marek Marciniak, Mitologia starożytnego Egiptu, Warszawa 1977.
- Manfred Lurker, Bogowie i symbole starożytnych Egipcjan, tłum. A. Łukaszewicz, Warszawa 1995.
- Kazimiera Mikoś, Boginie deszczu, Kraków 1997.
- Stefan Nowicki, Rytuały oczyszczenia na starożytnym Bliskim Wschodzie, Kraków 2013.
- Krystyna Łyczkowska, Krystyna Szarzyńska, Mitologia Mezopotamii, Warszawa 1981.