Na początku opowiem bajkę… Ależ tak! To znakomity punkt wyjścia do podróży poprzez tysiąclecia, która poprowadzi nas szlakiem tylko jednego, ale niezwykle znaczącego w dziejach kultury symbolu: ryby.
„Mieszkańcy zameczku nad wodą patrzyli niechętnie, gdy ktoś łowił ryby w stawach lub rzekach dokoła. A dlatego, że dawno temu rybak złowił w stawie zamkowym ogromnego szczupaka. Radość była jeszcze większa, gdy przy patroszeniu ryby okazała się, że w jej wnętrznościach znajduje się pierścień. Był wielce misternej roboty, wyrzeźbiono nań znaki trudne do odczytania. Pierścień zaniesiono panu zamku, który był człowiekiem uczonym, a nawet biegłym w tajemnych praktykach. Nikt podobnego pierścienia przenigdy nie wiedział, a pan obejrzawszy go uważnie, rozkazał, aby go zaraz wrzucono z powrotem do wody; dodał, że jest to znak złowróżbny. <<Gdy pierścień po raz trzeci zostanie wyłowiony – rzekł – będzie to niezawodny znak, że nasza ziemia ulegnie zagładzie>>. Ze strachem zatem wrzucono pierścień do wody. Wieść niesie, że po latach znów ktoś znalazł we wnętrznościach złowionego szczupaka ten sam pierścień, wszakże pomny przepowiedni wrzucił go z powrotem do wody. Od tego czasu żaden człowiek nie śmiał łowić ryb w stawach i rzeczkach przy zamku w obawie, że ów znak ostatecznej zagłady pojawi się po raz trzeci”

Można tę baśń uzupełnić znanym zapewne wszystkim słowiańskim dzieciom historią o złotej rybce pochwyconej przez biednego rybaka. Pragnąc uwolnienia, rybka zaproponowała spełnienie trzech życzeń – i tak też się stało, rybka odzyskała wolność, choć z życzeniami równie bywało w zależności od wersji bajki. Z czym tak naprawdę mamy do czynienia? Dlaczego rybka była właśnie barwy złotej i czemuż akurat tak niepozorne stworzenie miało moc spełniania życzeń? Oto śledztwo sięgające aż do… wczesnego neolitu.
Zacznijmy najprościej, czyli od skrótowego przytoczenia ze Słownika symboli W. Kopalińskiego –
Ryba jest symbolem początku, słońca, morza, życia, nieśmiertelności, zmartwychwstania, płciowości, mądrości, głupoty – a to tylko niektóre z wymienionych znaczeń przywołanych w Słowniku. Niektóre mogą dziwić, jak słońce, dziwić mogą również sprzeczności jak życie i śmierć albo mądrość i głupota. Jak zatem kształtowały się znaczenia związane z symbolicznie pojmowaną rybą i jak znaczenia te ulegały przemianom w ciągu wieków? Podobnie jak w przypadku poprzednik artykułów uwaga zostanie skoncentrowana na obszarze kultur basenu Morza Śródziemnego, z „wycieczkami”
Najoczywistszą rzeczą do ustalenia jest oczywiście związek ryby z wodą – nic więc dziwnego, że często w odbiorze starożytnych twórców mitów znaczenia przypisywane wodzie przenoszono na żyjące w niej istoty. Późniejsza myśl natyka zwykła porządkować hierarchię istot żywych niejako od dołu do góry, od najniższego poziomu, czyli podziemia z ich wodami, ziemi z morzami, jeziorami, rzekami i tak dalej – ryba została zatem złączona z podstawą życia, z początkiem życia, a skoro wody, zwłaszcza morskie wiązano ze światem podziemnym, miejscem, gdzie przebywają zmarli, to właśnie ryby ofiarowano bogom Podziemia jako dar dziękczynny lub przebłagalny albo spożywano podczas uczt, które my, Słowianie, określilibyśmy jako stypy. Ale wody, a więc również ryby, postrzegano jako początek – życie wzięło się z wody, ponieważ one stanowią najniższe podłoże kosmosu w hierarchii toteż dlatego owe istoty utożsamiono mocą odrodzenia życia, obfitością i płodnością, najważniejszych wszak w życiu rzeczy, do tego, o czym jeszcze poniżej się przekonamy przy okazji krótkiego omówienia wierzeń egipskich utożsamiono rybę z fallusem, dawcy nasienia, a zatem i życia. Koniecznie w tym momencie trzeba dodać – wyobrażenie kosmosu starożytnych, oczywiście różniące się w poszczególnych kręgach kulturowych posiadały co najmniej dwie cechy wspólne, przynajmniej od okresu historycznego, z którego zachowały się zapiski – obraz kosmosu przypominał kulę przeciętą płaszczyznami i opływaną przez Praocean oraz druga cecha – sama kształt kuli ewokuje pewne „teoretyczne” rozwiązanie konceptualne, zmusza niejako do wyciągnięcia wniosku, że rzeczy w kosmosie dzieją się cyklicznie, „kuliście”, kołowo, a przynajmniej rzeczy najważniejsze. Dlatego śmierć postrzegano jako część cyklu, śmierć rodzi życie zaś splata się ze śmiercią etc.

W takim razie ryba jako symbol zarówno śmierci, jak i odrodzenia, nowego życia przestaje dziwić – aby przeto pojąc sposób myślenia naszych przodków najpierw musimy zrozumieć ich ogólną koncepcję budowy i funkcjonowania uniwersum. Dodajmy zatem kolejną konsekwencję przywołanego, kulistego obrazu świata – otóż Praocean nie był po prostu ogromnym rezerwuarem pierwotnych wód, on wciąż jest i daje początek wszystkim ziemskim wodo, a po drugie – stanowi ich odbicie niebiańskie: a skoro nasze wody ziemskie są płynne i mokre, także i ten ocean niebiański postrzegany jako położony w górze, w istocie zań będący kolistym domknięciem poziomów świata także musi być taki – zatem uwaga – Niebiosa były postrzegane jako woda, nie przestrzeń jak dziś. To dlatego na egipskich freskach statki, barki przewożą zmarłych do nieba, barki – czyli urządzenia do pływania (dopiero Grecy, gdy dawna wizja świata uległa erozji zmienili ten obraz na niebiański rydwan). Dlatego też w grobach z tamtego okresu znajdujemy modele statków, wspaniałe w grobach faraonów i wielmoży z innych kultur, skromne biedaków. W tym miejscu warto uzupełnić ciekawostkami – jeszcze pochówki np. wodzów Wikińskich miały ów akwatyczny charakter, są pochówkami łodziowymi, co daje nam znak, iż owa wizja w niektórych częściach świata, zwłaszcza u ludów wyspiarskich lub żeglarskich przetrwała (albo została zapożyczona w wyniku kontaktów międzykulturowych). Dlatego też archeolodzy znajdują gliniane modele także w Polsce – w muzeum w Jaworze możemy oglądać model łodzi grobowej, a także złotą opaskę przypominającą mykeńskie znaleziska. Wiadomo, że przez nasze ziemie biegł bursztynowy szlak, wiadomo, że bursztyn znaleziono w grobach mykeńskich, wiadomo wreszcie, że kupcy podążający szlakiem zostawiali depozyty, wiadomo, że Mykeńscy Grecy byli spadkobiercami (przynajmniej czesiowo) kultury minojskiej z Krety, a tam znajdowano w grobach modele lodzi. Ale nie tylko to jest istotne – otóż gliniane sarkofagi, w których starożytni Kreteńczycy składali zmarłych opatrywano wielce znaczącymi dla cyklu życie-śmierć-odrodzenie motywami, także wizerunkami ryb.

Miło pomyśleć, że ziemie polskie brały niejako udział w kulturze tak rozwiniętej jak minojska i mykeńska. Ale wracając do ryb – otóż wydaje się, że ekwiwalentem łodzi jako daru grobowego była właśnie ryba – oba symboliczne przedmioty wskazują na określony typ wierzeń w niebiański praocean, przez który zmarły dostanie się do krainy umarłych. Pamiętajmy też, że w naszych ludowych, zapewne opartych na słowiańskich wierzeniach (a może celtyckich) zachował się obraz zaświatowej wyspy opływanej przez wodę, z Drzewem pośrodku, pilnowanym przez mitycznego Żmija. Wizerunek ryb ryto na kamieniach nagrobnych, modele ryb zostawiano przy grobach, przy grobach składano ofiary całopalne z ryb, urządzano uczty pogrzebowe z rybami jako potrawą zaświatową. Zaraz przyjrzymy się temu bliżej, jako toposowi sięgającymi niezwykle głęboko w dzieje – do Sumeru.
Mit z III tys. p.n.e. traktuje o specyficznych mityczno-symbolicznych istotach hybrydalnych pół ryb, pół ludzi. Niestety, we współczesnych interpretacjach uważa się je często za…. Kosmitów ubranych w kombinezony! Cóż, tak się dzieje, gdy bierze się motywy pojedyncze bez uwzględnienia kontekstu. Wracając jednak do interpretacji dającej większy wgląd w autentyczne wierzenia starożytnych – wodzem owych istot był Oannes, który wraz z towarzyszami w liczbie najczęściej siedmiu – co nie bez znaczenia – przybyli do prastarego miasta Eridu. Tak wdrożyli ludzi w tajniki rolnictwa, rzemiosła, pisma. Znamienne, że wielki bóg panteonu sumeryjskiego, Enki uchodzący za boga mądrości w ten właśnie sposób bywał przedstawiany. I uwaga – wykopaliska w Eridu ujawniły, że na ołtarzu najważniejszej tamtejszej świątyni całopalne ofiary z ryb (znaleziono nadpalone szczątki), a ości ryb znaleziono na okolicznych cmentarzach, a pochodziły one z jeszcze wcześniejszego okresu (V-IV tys. p.n.e.). Owi przybysze mityczni stanowili prawzór dla kapłańskich strojów, o czym powiadamiają nas płaskorzeźby, patronujących akurat aspektowi religijnemu związanemu z kompleksem wierzeniowym, który można ująć w ciąg: ryba-woda-praocean-zaświat-śmierć-odrodzenie. Z późniejszego o tysiąclecia, aczkolwiek z tych mniej więcej samych terenów pochodzą znaleziska również wskazujące na kult ryb – mianowicie w słynnej Niniwie znajdował się Dom Ryb, świątynia związana z ich kultem wyrażającym w formie widzialnej, by tak rzec, mit.

Ale to wcale nie Sumer i jego kulturowi następcy (Akad, Asyria) jest ojczyzną „rybiego” kultu. Najsłynniejszą może rybną postacią jest dziwna rzeźba znaleziona w Lepenskim Virze, a pochodząca – uwaga – z VII/VI tys. p.n.e. Ryby zdobią też łoże, na którym spoczywa znana Śpiąca Bogini z Malty słynącej z megalitycznych świątyń. O wielu motywach, związanych z pasem kultur tzw. Starej Europy (sprzed inwazji czy przenikania tzw. kultur kurhanowych) pisze litewskiego pochodzenia badaczka i archeolożka Marija Gimbutas. Łączy ona symbole żaby, jeża oraz właśnie ryby – oczywiście między innymi – z regeneracyjną siłą wielkiej Bogini, (p. Bibliografia, s. 251 i n.) i tropi kontynuację prastarych motywach w europejskich baśniach, co niebawem sprawi, że powrócimy do naszej bajki o złotej rybce, aby dokonać jej interpretacji w nowym świetle interpretacyjnym. Gimbutas pisze, że ryba co najmniej już od górnego neolitu rysowana była na przeróżnych obiektach powiązanymi z symbolami akwatycznymi oraz fallicznymi. Badaczka uważa, że podobnie jak żaba, ryba była uważana przez starożytnych za ekwiwalent kobiecego łona, macicy i to poczynając od sztuki neolitycznej po okres ok. 700 r. p.n.e. na przykład w Grecji, skąd pochodzą zdobione wazy z kobiecą postacią usytuowaną centralnie, z dolną polową ciała zastąpioną przez wizerunek ryby wraz z imitującymi wodę falistymi liniami (zob. rys. ze strony 259 jej książki). Moim zdaniem w wyobrażeniach naszych przodków musiała zajść prosta rzecz, utożsamienie wód mikro- i makrokosmosu: przecież ludzki płód przebywa w wodach płodowych jako niejako zalążek życia. To kobieta nosi w sobie wodę i dlatego zawsze kobiece postacie są wiązane z wodami – oraz np. rybami, może nawet nieświadomie do dziś dnia nieraz nazywamy nasze oseski „rybkami” czy „rybeńkamia”. Przy tym dziś wiadomo, z czego starożytni chyba nie w pełni zdawali sobie sprawę, że w fazach embrionalnych człowiek powtarza niejako w mikroskali cykl ontogenezy form życia, od ryby, przez płazy, gady etc. Dla porządku dodać wypada, że Gimbutas (zresztą nie tylko ona) sądzi, że wierzeniowe całostki wywodzące się z VI czy V tysiąclecia przed Chrystusem wraz z migracjami docierały do odległych miejsc, może zasilając religijną myśl Sumerów, Egipcjan, Krety minojskiej i kiełkujące kultury Europy, o których z braku źródeł wiemy niewiele, ponad to, że pierwsi rolnicy z Anatolii na pewno przynieśli ze sobą nie tylko znajomość uprawy roli, ale i idee.
Skoro rzekło się o Egipcie… Również w kraju faraonów znajdowała się świątynia zwana Domem Ryb. W tzw. Tekstach Piramid jednak nie znajdziemy żadnej wzmianki o rybach w aspekcie mitologicznym czy religijnym – religioznawcy sądzą, że ryby otoczone były rodzajem tabu. Otóż w innych zapiskach zachowała się wzmianka, że może je spożywać jedynie faraon bądź kapłan – nikt inny. Jeśli chodzi o kapłanów, może wyjątek czyniony dla kapłanów specyficznego kultu bogini w mieście Mendes – o imieniu Hatmehit, czyli „Pierwsza wśród ryb” – w plastyce widziano ją jako kobietę z rybą noszoną na głowie. Co interesujące, owa ryba nakrywająca głowę przywodzi na myśl sumeryjskie wizerunki Oannesa i jego towarzyszy. Dodajmy jeszcze, że kraju nad Nilem, jak w innych zresztą, stosowano tzw. ofiary fundacyjne przed przystąpieniem do jakiejkolwiek budowy, a pośród nich znajdowały się ryby (albo kwiat lotosu, czaszka byka, chleb – zauważmy, że wszystkie one stanowią symbole najniższych warstw uniwersum, pochodzą z gleby, z wód albo od mitycznego podziemnego strażnika; innymi słowy stanowią podporę świata).

Mam nadzieję, że coraz wyraźniej widać przestrzeń interpretacyjną w której umieścimy naszą bajkę o złotej rybce, choć pozostał jeszcze jeden trop. Podsumujmy tymczasem: wyłowienie czegoś z wody to najzwyczajniejsza w świecie rzecz, lecz gdy wyławia się przedmiot niezwykły: magiczną rybę, skarb, boskie zwierzę, to nawet sieć nabiera cech symbolicznych. To dlatego pojawiają się mityczne postacie związana z siecią jak Diktynna, której imię oznacza właśnie sieć, bogini ze starożytnej Krety (III, II tys. p.n.e.). To siecią wyławia się ryby z otmętów wód, a jeśli w myśleniu mitycznym wody stanowiły pierwszą materię, rodzaj zaświatu, to i sieć, i ryba nabierały w pewnych odświętnych momentach znaczeń wykraczających poza zwykłość. Innymi słowy – wyławiano z wód ludzkie dusze, wyobrażone między innymi pod postacią ryb. Warto w tym miejscu przypomnieć o doniosłej roli wyławiania dusz ludzkich z wodnych otmętów zarówno w orfizmie, jak i oczywiście w Ewangeliach. Orfeusz bywa nazywany Rybakiem, gdyż łowi ludzi, żyjących jak ryby w wodzie (w sensie Otchłani) i wyciąga ich na światło.

„Uczynię z was rybakami ludzi” – powiada z kolei sam Chrystus… Dodajmy, że zakorzenione w tym archetypie jest także postać słynnego Króla Rybaka z cyklu legend arturiańskich. Owa metaforyczna idea związana z rybami nie jest obca także innej religii, buddyzmowi. O Buddzie również mówi się jako o „rybaku” wyławiającym ich niczym ryby z Oceanu Sansary. Termin „sansara” znaczy „potok„ lub „przepływanie”, a w sensie duchowym złudzenie, z którego trzeba się wyrwać osiągając oświecenie, wieczny cykl reinkarnacyjnych wcieleń. Wizerunki wyobrażające Buddę w trakcie łowienia ryb nie należą do rzadkości w sztuce buddyjskiej. Jeśliby zrezygnować z omawiania różnic, zauważmy, że zarówno w orfizmie, chrześcijaństwie, jak i w buddyzmie rozpoznajemy jeden ogólny rdzeń – dobry Rybak, nauczyciel wyławia biedne, ludzkie dusze-ryby z otmętów wód, aby dać im światło zbawienia, oświecenia, prawdziwej, duchowej wiedzy… Chrześcijaństwo najwięcej przejęło z tradycji hebrajskiej, ale wiele zawdzięcza także ideom kanaanejskim, syryjskim, egipskim, mezopotamskim. A przy okazji… wiemy, że znakiem pierwszych chrześcijan była właśnie ryba, i że wspólne posiłki kultowe składały się między innymi z ryb. Nawiasem mówiąc, w Hiszpanii (XIII w.) znaleziono płaskorzeźbę grobową z wizerunkiem świetnie wygrawerowanej ryby spoczywającej na nad misą. Podkreślmy – był to kamień nagrobny – a przecież wizerunki ryb i ofiar z ryb znajdowano przez tysiącami lat np. w Mezopotamii! Naprawdę pewne symbole i archetypy towarzyszą nam niezmienne w dziejach. Jeśli zaś mowa o posiłkach z ryb, a ściślej o zwyczaju spożywania ryb (zamiast mięsa) w piątki, zwykliśmy łączyć je z postnym dniem, ponieważ jak wierzono w ten piątek został ukrzyżowany Chrystus. Istnieje jednak możliwość nieco innego pochodzenia naszego zwyczaju: otóż w tradycji hebrajskiej powiada się, że w dzień ostateczny sam Mesjasz wyłowi z otchłani wodnej wielką rybą (nieraz jest to sam Lewiatan) i podzieli ją pośród wiernych. Dodajmy dla porządku, choć o „wpływie” trudno mówić, że syryjska „rybia” bogini Atargatis obchodziła swój dzień akurat w piątek. Oczywiście hebrajska tradycja nie uważa Chrystusa za Mesjasza, ale chrześcijanie – owszem. I jego miano: Jezus Chrystus, Bóg (Theos), Zbawca (Soter), składa się na skrót ICHTHYS, co w grece oznacza dokładnie: Ryba.

Jak zatem rzecz ma się z naszą bajkową złotą rybką? Nie jest zwykłą sobie rybką, ani nawet magicznym gadżetem z baśni, ale przetworzonym – bo w ogromie czasu, jaki upłynął od okresu, w którym to mit miał moc porządkowania świata (jak w naszym świecie taką moc zdaje się posiadać nauka) – wciąż jednak zachowanym w wielowiekowej tradycji narracyjnej mitem. Mitem, który wodnym stworzeniom nadawał sakralny sens, jako że sama woda takowym była obdarzana jako pierwsza materia uniwersum i jednocześnie jako Rzeka otaczająca kosmos, świat, gdzie żyją ludzie. Owa bajkowa złota rybka jest znakiem pamięci o dawnym starożytnym wyobrażeniu istoty wszechświata, a pierwotnie wywodziła się z prawody – dlatego ma moc spełniania życzeń. A dodatkowo – co niby w baśni nie powinno dziwić – ma dar mówienia, co także wskazuje na jej specjalny status. I jeszcze ostatnie dopowiedzenie: jej barwa również ma absolutnie kluczowe znaczenie – jest złota. Barwa zaś złota zawsze i to co najmniej od okresu starożytnego Egiptu, który przez wieki – nie zapominajmy o tym: inspirował wiele późniejszych kultur – łączona była z najwyższym sacrum, z boskim porządkiem, wszelką świętością. Była wszak kolorem słońca. Dawcą życia, ciepła, jasności. Do dziś korony królewskie wykonane są ze złotego kruszcu, będącego odbiciem słońca w ziemskim świecie, do dziś także np. aureole świętych są złote. Nasza złota rybka zatem ma doprawdy archaiczną proweniencję, a niegdyś była potężnym symbolem. I nieco z jej mocy pozostało…
Bibliografia:
Władysław Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 2001, s365 i n.
Władysław Kopaliński, Słownik mitów i tradycji świata, Warszawa 1985
Mirija Gimbutas, The Language of the Goddess, Thames & Hudson, s.
J. Black, A. Green, Słownik mitologii Mezopotamii, Katowice 1998;
K. Łyczkowska, K. Szarzyńska, Mitologia Mezopotamii, Warszawa 1981.
A. Kondratow, Zaginione cywilizacje, Warszawa 1988,
K. Ciałowicz, Początki cywilizacji egipskiej, Warszawa-Kraków 1999.
J. Campbell, Potęga mitu, Kraków 1994, s. 333.
Mircea Eliade, Obrazy i symbole, Warszawa 1998.